Bayer, Merck, Madaus – w walce z poczciwymi ziołami

Bayer, Merck, Madaus – w walce z poczciwymi ziołami

20
0
SHARE

Ewelina KańskaZapomniane dziś ziołolecznictwo. A czy wyobrażamy sobie czasy w których jedynym lekarstwem nieskończenie wiele. W dobie aptek na każdej ulicy, szybkiego tempa życia i ery lekarzy zapominamy o czymś bardzo ważnym – naturze, która wiele nam daje. Musimy jedynie chcieć po nią sięgać i nie pukać się w czoło, wierząc w jej prozdrowotne właściwości.

Przemysł farmaceutyczny spowodował, że ziołolecznictwo zeszło (świadomie?) na dalszy plan. Można śmiało rzec, że zostało zepchnięte niemal w zapomnienie. Oczywiście zwalczanie ziołolecznictwa odbywa się po cichu. Taką „zakazaną” wiedzą można czerpać jedynie z książek i Internetu (wiele osób może uznać to za nierzetelne źródło informacji). Jednym z takich źródeł jest książka Witolda Poprzęckiego „Ziołolecznictwo”. Poprzęcki był publicystą, żołnierzem AK i badaczem ziołolecznictwa. Wydał kilka książek na ten temat. Niewiele możemy znaleźć o nim w Internecie. Był niedocenianym badaczem, zmarł w 1986 r. Co możemy dowiedzieć się z jego publikacji? Oto istotny fragment:

„Na zakończenie tych wywodów warto by jeszcze zobrazować, do jakiego koszmarnego nonsensu doprowadził nas w epoce międzywojennej niemiecki przemysł chemiczny, a więc firmy takie, jak Merck, Bayer, Madaus, tworzące potężny koncern. Firmy te wprawdzie rywalizują ze sobą po dziś dzień, ale w niektórych sprawach działały wyjątkowo zgodnie. Bo poza tym, że z poszczególnych katedr akademickich kaperowały do przemysłu na stanowiska lepiej płatne niż katedra profesorów chemii czy pracowników ziołolecznictwa – wszelkimi siłami, nie szczędząc oczywiście pieniędzy, zwalczały wszędzie ziołolecznictwo. Za pieniądze tych firm powstało wiele instytutów badawczych lub klinik w celu udowodnienia wyższości leku chemicznego nad ziołowym. A ukoronowaniem tych starań i największym triumfem tych firm była ustawa o pełnieniu zawodu lekarza, który zawiera paragraf, że lekarzowi nie wolno posługiwać się środkiem nienaukowym … No ,można by się z tym jeszcze zgodzić, gdyby nie to, że w wyjaśnieniu tego paragrafu czytamy: „nawet wtedy, gdy środek ten jest skuteczny”. Czy można wyobrazić sobie większą bzdurę? Bzdurę szkodliwą nie tylko dlatego, że paragraf ten jest barierą wszelkiego postępu, ale i dlatego, że tak bzdurną ustawę stawia się ponad najmądrzejszą zasadę medycyny Sakus aehroti suprema lex esto! (Dobro chorego niech będzie najwyższym prawem). Cóż to właściwie jest ten środek nienaukowy? W najkrótszym i najdosadniejszym ujęciu będzie to środek, o którym pan profesor nie wie, a więc i studentom nie mógł przekazać wiadomości o nim. Jednocześnie student, przywalony ogromną ilością materiału już na drugim roku studiów „zakłada sitko”, jak się to mówi w tej sferze, to znaczy segreguje starannie to, co trzeba umieć „na blachę”, bo się z tego będzie zdawać egzamin, a odstawia to wszystko, z czego nie będzie nawet kolokwium. A ponieważ ze znajomości ziół leczniczych żaden student nie jest egzaminowany – w umysłowości słuchacza zioła łączą się z pojęciem ustawowo zabranianych środków nienaukowych. Czy można o to winić studenta? Absolutnie nie. Farmacja chemiczna dostarcza mu tyle zmian, z którymi lekarz zapoznać się musi, że nie ma mowy o jakimś dokształcaniu się w innym zakresie. Tę fatalną ustawę państwo polskie w latach dwudziestych przyjęło „z dobrodziejstwem inwentarza” jako ustawę postępową, kładącą kres „znachorskiemu ciemniactwu”. Jeżeli do tej ustawy, bez zastrzeżeń zaakceptowanej po II wojnie przez państwo, dodamy paniczną ucieczkę przed wszelką odpowiedzialnością, jaką jest dla rejonowego internisty prawo parcjalnego leczenia, prawo, kierowania pacjenta do specjalistów, których jest już ponad 40? Przecież ci specjaliści nigdy nie zbiorą się nad pacjentem jednocześnie, każdy będzie robił swoje, nie licząc się z podwórkiem kolegi”.

Mimo wielu lat, które minęły od opublikowania tej książki, warto zastanowić się nad tym fragmentem – czy aby nie jest nadal aktualny i odzwierciedla doskonale fatalną sytuację pacjenta? Pieniądze można zarabiać wszędzie. Farmaceutyka rządzi się takimi samymi bezwzględnymi prawami – łatwo zarobić na ludziach. Nikt nie zastanawia się nad skutkami ubocznymi zażywania tabletek na ból głowy, czy też silniejszymi antybiotykami. Środki farmaceutyczne mają szybkie działanie, ale mogą wyrządzić wiele szkód w naszym organizmie. Oczywiście nie zachęcam do zaprzestania wizyt lekarskich i polegania wyłączenie na ziołolecznictwie. Nie neguję również kompetencji lekarzy, którzy ratują ludzkie życie. W przypadku przeziębienia lub np. bólu głowy, warto zastanowić się nad powrotem do natury. Musimy być świadomi, że metody niekonwencjonalne nie dla każdego będą skuteczne tak samo – wszystko zależy od naszego organizmu. Każdy system odpornościowy reaguje inaczej. Jeżeli komuś na przeziębnie pomaga mleko z czosnkiem, nie oznacza to, że wyleczy również moją chorobę. Drugi warunek prawidłowego ziołolecznictwa to cierpliwość. Zioła to nie tabletki. Czasami potrzeba czasu na ich dobroczynne działanie. Nasze problemy zdrowotne wynikają często ze złego odżywiania czy też wszelakich awitaminoz. Jeżeli na nasze złe samopoczucie nie pomagają wizyty lekarskie i drogie leki, może warto zastanowić się nad metodami niekonwencjonalnymi.

A oto kilka przykładów naturalnego leczenia najbardziej powszechnej choroby, która w tym okresie może nas często dopadać – co stosować na przeziębienie?

  • Czosnek z mlekiem – idealny na pierwsze symptomy przeziębienia. Potrzebne będą: 1 szklanka mleka, 2 ząbki czosnku (jeżeli nie przeszkadza nam jego smak można oczywiście zwiększyć dawkę), opcjonalnie: 1łyżka miodu. Mleko gotujemy, zostawiamy do ostudzenia. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i łyżkę miodu. Dokładnie mieszamy i pijemy (nie stosujemy gorącego mleka, ponieważ czosnek traci swoje właściwości powyżej 60°C, a miód powyżej 40°C). Taki napój możemy pić profilaktycznie lub podczas przeziębienia.

      * W przypadku uczulenia na laktozę: czosnek można pić z przegotowaną wodą.

  • Zdrowotne parówki – będą odpowiednie w przypadku kataru lub bólu gardła. Potrzebne będą: 1 l. wrzącej wody, 5 łyżek ziela (najlepszy będzie rumianek, tymianek lub szałwia), naczynie na wodę. Przygotowane ziele wsypujemy do miski i zalewamy gorącą wodą (od razu po jej zagotowaniu). Głowę przykrywamy ręcznikiem i nachylamy się nad naparem. Gorące powietrze wdychamy przez 10-15 minut, nie pozwalając aby para przedostawała się po za naczynie.

    Ewelina Kańska

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź