Budżet obywatelski wielka „ściema”

Budżet obywatelski wielka „ściema”

102
1
SHARE

 

W tej „zabawie” po jednej stronie ci co wiedzą jak robi się wielką propagandę, a po drugiej sporo tych którzy w to wierzą  – oto co o budżecie obywatelskim w największym skrócie napisał jeden z naszych korespondentów.

– Obserwując ile to emocjonalnego zachwytu budzi w naszym społeczeństwie jedno z wielu narzędzi propagandowych – budżet obywatelski. W ten sposób stosuje się różne sztuczki wobec obywateli, stwarzając im pozory współrządzenia. Nie będę wnikał kto, gdzie i kiedy wymyślił idiotyczne hasło „budżet obywatelski” – taki on obywatelski jak ja jestem królem Arabii Saudyjskiej – napisał nasz czytelnik.

Dalej p. Patryk J. przekonuje nas, że przyjrzał się wnikliwie procedurze „tej zabawy” jak nazwał głosowanie mieszkańców danej gminy na budżet obywatelski i widzi w tym tylko „zawracanie” głowy ludziom, służy to wielkiemu celowi twórców: propagandzie wywołania wrażenia współrządzenia daną gminą, a konkretnie jej pieniędzmi. W dodatku jak twierdzi jest to wykorzystywanie czasu obywateli na tworzenie tych budżetów, pisanie wniosków wraz z biznesplanem na wykonanie zgłaszanego zadania, bywa i drugi cel, który rządzący osiągają i to jest „podstawianie gotowca”.

Według p. Patryka często chodzi o osiągnięcie dwóch celów społecznych w  danym środowisku.

O pierwszym już była tu mowa, czyli złudzenie współrządzenia, współdecydowania o wydawaniu pieniędzy. W drugiej zaś kolejności pewna grupa środowiskowa działająca w imieniu środowiskowego biznesu przygotowuje i puszcza w medialny obieg jakiś gotowy wniosek, wcześniej marketingowo „rozpracowany”. Rozpracowany, to znaczy w wielu aspektach pożądany społecznie, który i tak należałoby wykonać: wprowadzić jakieś ulepszenia komunikacyjne, innowacje w innej dziedzinie i tym podobne, czyli według p. Patryka jest to wyręczanie urzędników i jeszcze usprawiedliwianie ich w braku zaangażowania.

Ludzie głosując na dany wniosek kierując się zwykle potrzebą, działają emocjonalnie i  na wiele innych zależności nie zwracają uwagi np. na koszty, podczas późniejszego wykonania, na to jaka firma to zadanie wykonuje (czy nie znajomi króliczka), czy przeprowadzony został rzetelny przetarg i czy nie zawyżono kosztów po drodze (zwykle inne są w proponowanym biznesplanie a inne na koniec inwestycji).

Z góry wiadomo, że wygra w głosowaniu wniosek – zadanie na które ludzie oczekują, czyli potrzeba najbardziej pożądanego  zadana. Według p. Patryka takie głosownie na oczekiwane potrzeby mogłoby się odbywać ale z pominięciem „głupiego i nic nie znaczącego pisania wniosków” – dowodzi. Wówczas miałoby to sens i było faktycznym wyrażeniem oczekiwań społecznych. W rezultacie i tak wykonaniem, ustalaniem wykonawców nadzorem, zajmuje się urząd i te istotne sprawy (tzw. nadzoru obywatelskiego) nie są przez obywateli zauważone. W takim przegłosowanym przez obywateli wniosku nikt już się nie doszukuje nieprawidłowości, a one są już z góry przez ten tzw. budżet obywatelski w pewnym sensie zaplanowane.

St. Styczyński

Fot. Youtube.org

1 KOMENTARZ

Zostaw odpowiedź