Iwonicki kod Jana Matejki

Iwonicki kod Jana Matejki

260
0
SHARE

W równie popularnym, co kontrowersyjnym filmie „Kod da Vinci”, będącym ekranizacją powieści Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci” inspirowanej dziełem Michael Baigenta, Richard Leigha oraz Henriego Lincolna – „Święty Graal, Święta Krew”, bohaterowie starają się wyjaśnić zagadkę, którą rzekomo pozostawił sam mistrz Leonardo w interpretacji treści swojego dzieła pt. „Ostatnia Wieczerza”. Literacka fikcja została na serio potraktowana przez zwolenników spiskowych teorii dziejów, wywołując spore zamieszanie na całym świecie i wymuszając reakcje ze strony przywódców państw, w tym nawet samego papieża. Bez względu na postawę, jaką przyjmiemy wobec podobnych okoliczności, nikt z nas nie może mieć  wątpliwości, że wybitni artyści od zawsze starali się ująć w swe dzieła jakąś tajemnicę. Czym bowiem byłby obraz, rzeźba lub architektoniczna bryła, gdyby każdy mógł ją w prosty i jednoznaczny sposób odczytać i zinterpretować?

IWONICKI KOD JANA MATEJKI

Nie lada zagadkę, dodajmy:  do dzisiaj niewyjaśnioną, przygotował również jeden z najwybitniejszych polskich artystów, malarz i historiozof – Jan Matejko. A wszystko za sprawą obrazu zatytułowanego „Biskup Iwo Odrowąż poświęca kamień węgielny pod budowę kościoła w Iwoniczu w 1226 roku”.

Jan Matejko po raz pierwszy przybył do Iwonicza w 1863 roku wraz z Teodorą Giebułtowską i jej starszą siostrą Joanną Serafińską, gdyż rodziny Matejków i Giebułtowskich były ze sobą od lat zaprzyjaźnione. Mimo, że Jan i Teodora znali się od czasów dzieciństwa, pobyt w romantycznym uzdrowisku bardzo ich do siebie zbliżył. Z tego okresu pochodzą pierwsze informacje na temat „zaślepienia miłosnego” Matejki wobec Giebułtowskiej, ujawnione w listach, jakie pisał do swojej żony, Joanny, Leonard Serafiński. W listopadzie 1863 Matejko nawiązał z Giebułtowską stałą korespondencję, a już rok później, jesienią 1864 roku, nastąpiły przygotowania do ślubu. Uroczystość zaślubin odbyła się 21 listopada 1864 roku w kaplicy kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Piasku w Krakowie.

W tym czasie Iwonicz przeżywał swoisty renesans. Dzięki staraniom Amelii i Karola Załuskich oraz ich następców, Heleny i Michała Załuskich, stał się uznanym na świecie zdrojem. Odwiedzany przez tysiące gości, wciąż dynamicznie się rozwijał, aby sprostać rosnącym wymaganiom kuracjuszy. Załuscy, mając na względzie także duchowe potrzeby swoich gości, już w 1842 roku wznieśli na terenie zakładu kąpielowego małą kaplicę, obierając jej za patrona św. Iwona. Po upływie niespełna pół wieku okazało się, że jest ona zbyt szczupła, jak na potrzeby przybywających tu licznie kuracjuszy, zwłaszcza w pełni sezonu letniego. Z tego względu Michał hr. Załuski przystąpił do opracowania projektu nowej, większej kaplicy, mającej stanąć po przeciwnej stronie Potoku Iwonickiego. Przygotowania do budowy, gromadzenie funduszy, korespondencja i konsultacje z architektami trwały szereg lat. Pieniądze na budowę pozyskiwano w różny sposób, m.in. organizując bale, loterie fantowe i zbiórki wśród kuracjuszy. Do naszych czasów zachował się wyciąg z iwonickiego dziennika kasowego, z którego wynika m.in., że zabawa dla dzieci zorganizowana w dniu 25 lipca 1880 r. przyniosła 50 florenów, występ magika, pana Bindy z 28 lipca 1880 r. przyniósł 20 florenów, z odczytu  Władysława Bełzy z 22 lipca 1881 r. uzyskano 72 floreny, a z loterii fantowej i balu, zorganizowanych 25 lipca 1881 r., zyskano 410 florenów.

W 1884 roku powołano Komitet Funduszów Budowy Kaplicy Zakładowej w Iwoniczu. W jego skład w 1889 roku wchodzili: właściciel Zakładu: Michał hr. Załuski, proboszcz iwonickiej parafii: ks. kanonik Antoni Podgórski, lekarz zdrojowy: dr Klemens Dębicki oraz dyrektor administracyjny: Feliks Wiśniewski. Za pośrednictwem dr. Józefa Rettingera, Komitet zamówił, u znanego już wtedy na całym świecie Jana Matejki, obraz celem umieszczenia go na ścianie bocznej mającej powstać kaplicy, płacąc za niego 2000 florenów (złotych reńskich). Niektóre źródła podają, iż miał on przypominać legendę o istnieniu niegdyś w Iwoniczu wspaniałego kościoła, zbudowanego dzięki staraniom biskupa Iwo Odrowąża. Fakt ten stoi w sprzeczności z opinią Władysława Łuszczkiewicza (polskiego malarza, pedagoga, historyka sztuki, a w latach 1852-1858 nauczyciela Jana Matejki ze Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie), według którego Matejce nie narzucano wyboru treści działa.

Obraz ten, o stosunkowo niewielkich rozmiarach (wys. 149,5 cm, szer. 99,5 cm), wykonał mistrz Matejko na płótnie, techniką olejną, już w 1887 roku, o czym świadczy sygnatura na dole obrazu „JM 1887”. Jak pisze Władysław Łuszczkiewicz w krakowskim „Czasie” z dnia 21 maja 1887 roku (osobne odbicie wydano nakładem Zarządu Zakładu Zdrojowego w Iwoniczu) „wybór treści obrazu pozostawiono genialnemu artyście nie wątpiąc, że stworzy on dzieło odpowiednie miejscu i chwili”.Nie szło tu o legendy odkrycia źródeł leczniczych – pisze dalej Łuszczkiewicz – często tak śmieszne, jak owa historya znalezienia karlsbadzkich przez psy gończe cesarza Karola IV, malowana tylokrotnie w salach tego miejsca kąpielowego, ale artysta polski uznał, że dawcą źródeł dobroczynnych jest Bóg, zlewający na to miejsce łaskę swą szczególną. Źródło lecznicze, odkryte w pośród ustronia, jest jak owo miejsce cudowne, ów obraz pełen łask w drobnym drewnianym kościółku – oba ściągać będą przez wieki szukających pomocy. Cudowne źródło lecznicze jest ubłogosławieniem miejsca, darem bożym dla cierpiącej ludzkości, skarbem dobrobytu dla okolicznej ludności, a wolno było artyście uznać, że bez pośrednictwa świątobliwego męża Bóg takich dobrodziejstw nie zsyła. Z zasady tak postawionej, więc z głębi przekonań swych mistrz Matejko wysnuł swój pomysł, wprowadzając jako główną postać, jako pośrednika między Stwórcą a zakątkiem ziemi podkarpackiej, wielkiego kapłana, błogosławionego Iwona Odrowąża, biskupa krakowskiego (+1229r.) gdyż imię jego wiąże się z nazwą Iwonicza, właśnie tego miejsca kąpielowego, do którego to obraz został namalowanym”.

Ów „świątobliwy mąż”, jak pisze o biskupie Iwo Odrowążu Władysław Łuszczkiewicz, należał do znamienitego rodu Odrowążów. Urodził się ok. 1160 roku. W latach 1206-1218 piastował funkcję kanclerza przy Leszku Białym, a od 1218 roku objął godność biskupa krakowskiego. W 1223 roku  sprowadził do Polski zakon dominikanów, z pierwszym polskim zakonnikiem Jackiem Odrowążem, swoim bratankiem. Jak pisze Łuszczkiewicz: „Wielki to budownik kościołów w Polsce, jemu zawdzięczają swe fundacye kościoły: P. Maryi w Krakowie, parafialne w Wawrzeńczycach, Dzierążni, Gołaczowie, Daleszycach, Luborzycy, Św. Jakuba i Pawła w Sandomierzu, klasztorne w Mogile i Mstowie, a jak widzimy i ten nasz pierwotny Iwonicki”.

Rzeczywiście, piękne i romantyczne legendy, w których poszukiwano pochodzenia nazwy Iwonicz, nie znajdują potwierdzenia w znanych nam źródłach historycznych. Bez względu jednak na te niepewności, obraz Matejki powstał i należy mu się przyjrzeć z bliska.

Jako centralną postać swojego dzieła, mistrz Matejko wprowadził biskupa Iwona Odrowąża, w momencie rytualnego gestu wyciągniętych rąk na znak poświęcenia kamienia węgielnego pod budowę kościoła w Iwoniczu. Scena w modelowy sposób odzwierciedla typowy dla średniowiecza schemat postępowania i układ  atrybutów podczas tego typu obrzędów. I tak mamy miejscowego biskupa, który po nakreśleniu pastorałem na ziemi kierunku osi kościoła, wyznaczonego cieniem padającym od ustawionego na miejscu ołtarza drewnianego krzyża, i po ułożeniu kamieni – uklęka i błaga Boga o błogosławieństwo dla miejsca. Postać Iwona zwrócona jest lekko w lewo, a jego wzrok zatopiony jest w widzeniu niebieskim, w postaci aniołka zstępującego w obłoku, unoszącego wieniec laurowy w kierunku głowy biskupa i będącego dowodem, na łączność kapłana z Bogiem. Iwon, w pontyfikalnych szatach, z lśniącym obliczem, wyróżnia się na tle ciemnej makaty z herbem Odrowąż.

Fot. 1. Obraz Jana Matejki pt. „Biskup Iwo Odrowąż poświęca kamień węgielny pod budowę kościoła w Iwoniczu w 1226 roku”

Rzeczy_ Obraz _ Biskup Iwo 1226 roku

Obraz wypełniają jeszcze cztery inne postaci. Tuż obok biskupa, po jego prawej stronie, lecz na drugim planie, kryje się postać architekta kościoła,  wsparta jedną ręką na wielkiej tablicy z rysunkiem planu świątyni i tą samą ręką trzymająca ogromny cyrkiel, będący symbolem, rodzącego się dopiero w Polsce, gotycyzmu, drugą trzymająca tablicę z rysunkiem. Ów architekt, z kapturem na głowie, z niezwykle przenikliwym i nieco szyderczym spojrzeniem w ziemię, jest jakby modelem średniowiecznego budowniczego, pełnego tajemnej siły, a wierzącego w swój cyrkiel, który jest miarą jego artystycznych uczuć.

Kolejną, wysuniętą na pierwszy plan i widoczną całkowicie postacią, jest diakon dźwigający oburącz rękopiśmienną księgę Ewangelii lub bogato oprawiony mszał. W pięknej postaci będącego w sile wieku, pobożnego, wybiegającego myślami w przyszłość i warzącego ciężar czekającego nań obowiązku kapłana, nie trudno domyślić się pierwszego proboszcza Iwonickiej parafii.

Tuż za diakonem klęczy  fundator świecki o nieco cudzoziemskim obliczu. Jego surowe rysy znamionują duszę twardą, niechętnie poczuwającą się do obowiązku zapewnienia funduszu kościołowi. Z pewną niechęcią wyciąga on prawą rękę z pergaminem, będącym aktem darowizny, który zostanie umieszczony w  otworze kamienia węgielnego.

Ową grupę osób, znajdujących się po lewej stronie biskupa, dopełnia delikatną swą osobą, braciszek dominikański. Być może jest to wychowanek świętego Jacka Odrowąża.  Dominikanin trzyma w ręku romański pastorał bł. Iwona.

Tuż za nim, w tle, widoczny jest  strzęp nieba oraz lesisty pejzaż, jakby park lub ogród, o czym świadczą świeżo wycięte drzewa. Wśród nich bije źródło. Matejko pojął, że przy poświęceniu miejscowego kościoła w Iwoniczu, biskup krakowski wyprosił u Boga swą gorącą modlitwą dobrodziejstwo źródła leczniczego. Kamień węgielny, ułożony na kształt krzyża, zajmuje niemal cały spód obrazu. Wnikliwy obserwator dojrzy ciągnący się jeszcze  po nim cień drewnianego krzyża. Na licach kamieni bez trudu odczytać można wyryte łacińskie napisy: Ivo Odrovansius – AD1226 – Episcopus Cracus, co w tłumaczeniu oznacza: Iwo Odrowąż – Roku Pańskiego 1226 – Biskup Krakowski. Przed kamieniem, na pierwszym planie z lewej strony obrazu leży kielnia, z prawej natomiast – kropielnica z kropidłem. Obraz malowany umyślnie na grubym płótnie, wyglądał jak średniowieczna mozaika.

Dzieło Jana Matejki, pomimo wpłaconego honorarium w wysokości 2 tys. florenów (złotych reńskich), nigdy do Iwonicza nie dotarło. Zaraz po namalowaniu, w 1887 roku, obraz wystawiany był w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie oraz w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie. Później prezentowany był jeszcze w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie oraz w stołecznym Salonie Krywulta. Wystawiony w 1898 roku w Salach Redutowych w Warszawie figurował jako własność Stanisława Rotwanda, do roku 1929 był własnością Andrzeja Rotwanda, a w 1938 roku był wystawiony w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych jako własność Zofii Tabęckiej. Na tym ślad się urywa. Obraz zaginął prawdopodobnie podczas II wojny światowej, w dotkniętej szczególnym  terrorem, stolicy Polski. Obecnie, zabytkowe dzieło wielkiego polskiego mistrza, figuruje na stronach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pod numerem karty 20661, w zakładce „straty wojenne” pod kategorią „malarstwo polskie” obok setek innych, wspaniałych i bezcennych dzieł polskiego malarstwa, barbarzyńsko zniszczonych lub skradzionych podczas ostatniej wojny.

Ogromną wartość artystyczną i poznawczo-edukacyjną, zamówionego przez Iwoniczan obrazu Matejki, podkreśla Władysław Łuszczkiewicz, kończąc swój artykuł w krakowskim „Czasie” słowami: „Są rzeczy w tym obrazie, warte studyów na seryo, są szczególniej łatwo pokonane trudności, niezwykła skala kolorytu i słusznie należałby się ich tutaj rozbiór, jako nauka dla drugich, ale jako zbyt specyalne, odnoszące się jedynie do artystów i przez nich zrozumianemi być mogące, w krótkiej tej ocenie muszą być tylko zaznaczone”.

Wróćmy teraz do zagadki, którą Matejko pozostawił na iwonickim dziele. Po dokonanej analizie, należy z całą stanowczością stwierdzić, iż nie ma żadnych wątpliwości dotyczących identyfikacji bohatera obrazu. Tożsamość krakowskiego biskupa potwierdza umieszczony na makacie herb Odrowąż oraz napisy na kamieniu węgielnym. Pozostałe postaci prawdopodobnie również zostały prawidłowo rozpoznane. Kontrowersje budzi jednak tytuł dzieła „Biskup Iwo Odrowąż poświęca kamień węgielny pod budowę kościoła w Iwoniczu w 1226 roku”. Czy mistrz Matejko, autor dziesiątków historycznych arcydzieł, mógłby sobie pozwolić na popełnienie tak poważnego historycznego błędu? Jako bywalec w Iwoniczu, z pewnością zapoznał się z historią miejscowości, która według aktualnego stanu wiedzy, w tym czasie jeszcze nie istniała.  Czego zatem dowiedział się Matejko, że podjął decyzję o wpisaniu w obraz daty 1226? Podania historyczne mówią co prawda o istnieniu na terenie Iwonicza – dzisiejszej Przybyłówki (północny stok góry Ispak o wys. 483 m. n.p.m.) – wczesnośredniowiecznej, XIII-wiecznej osady. Na ile mogła być ona zorganizowana oraz czy mógł istnieć na jej obszarze ów legendarny, wspaniały kościół, dziś nie sposób wyjaśnić.

Ciekawą hipotezę stawia w swoich książkach dotyczących Iwonicza i ziemi podkarpackiej, ks. dr Zbigniew Głowacki. Ona jednak również nie wyjaśnia zagadki, ale rzuca na sprawę nowe, inne jeszcze światło. Otóż, jak zauważa ks. Głowacki, inny biskup, który w 1464 roku dokonał konsekracji kościoła pw. Wszystkich Świętych w Iwoniczu (mowa o świątobliwym biskupie przemyskim Mikołaju Błażejowskim herbu Odrowąż) posiadał ten sam herb, co krakowski biskup Iwo Odrowąż z obrazu Jana Matejki. W książce „Iwonicz-nasze korzenie. Cz.2” ks. Głowacki pisze: „Treść obrazu mogła być zupełnie poprawna dla Iwonicza; ktoś mógł popełnić błąd, wyrażając słownie tę treść. Zamiast „Biskup Iwo Odrowąż poświęca kamień węgielny pod kościół w Iwoniczu”, może powinno być „Biskup Mikołaj Błażejowski poświęca kamień węgielny pod kościół w Iwoniczu””. Hipotezy tej nie można jednak przyjąć, gdyż posiada ona błąd już w swoim założeniu. W pełnym tytule obrazu Matejki figuruje data 1226, znajduje się ona również w treści obrazu. Wreszcie, o czym również była już mowa, na kamieniach węgielnych wyryte są napisy w języku łacińskim, które jednoznacznie wskazują na postać biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża (Ivo Odrovansius Episcopus Cracus). Nie może być zatem mowy o błędzie w słownym wyrażeniu treści obrazu. Zatem, albo zbieżność herbów jest dziełem przypadku, albo Matejko starał się nam coś interesującego przekazać. Obaj biskupi, noszący ten sam herb, choć dzieliło ich osiem pokoleń, mogli być ze sobą spokrewnieni.  Obaj związani byli także z Iwoniczem, jeden historycznie, drugi zgodnie z legendarnym podaniem.

Sprawę jeszcze bardziej skomplikujemy, przywołując kolejną, związaną z Iwoniczem piękną legendą, postać. Mowa o francuskim świętym: Iwonie Helory.  

Święty Iwo Helory urodził się prawdopodobnie 17 października 1253 r. w rodzinie szlacheckiej, w Kermartin koło Tréguier we francuskiej Bretanii. W wieku 14 lat rozpoczął studia uniwersyteckie w Paryżu, gdzie studiował sztuki wyzwolone. Po otrzymaniu tytułu magistra, Iwo kontynuował nauki na Wydziale Teologicznym i Prawa, a następnie udał się do Orleanu, gdzie kształcił się w prawie rzymskim przez następne kilka lat. Po powrocie w rodzinne strony rozpoczął praktykę sądową jako oficjał, czyli jako urzędnik sprawujący w imieniu biskupa sądownictwo w sprawach karnych i cywilnych. W 1283 r. przyjął święcenie kapłańskie. Swoje obowiązki duszpasterskie łączył do końca życia z pracą sędziego, a następnie obrońcy. Nazywany obrońcą ubogich. Jest patronem prawników, wdów, sierot i ludzi biednych.

Podstawową kwestią, o kluczowym dla Iwonicza znaczeniu, jest ustalenie, którzy spośród wymienionych świętych patronowali pierwszej kaplicy zdrojowej, a także odpowiedź na pytanie, który Iwo (Helory?, Odrowąż?) jest bohaterem legendy związanej z powstaniem nazwy Iwonicz oraz daniem początku leczniczym źródłom. Legenda ta ujęta została w piękne rymy przez Adama Ostaszewskiego, polskiego naukowca i wynalazcę, nazywanego „Leonardem ze Wzdowa”, który związany był z Iwoniczem przez swą matkę Emmę z hr. Załuskich, ożenioną z Teofilem Ostaszewskim. A oto treść legendy:

. . . . . . . . Tu dawnymi czasy

Ryki dzikiego zwierza napełniały lasy,

I przygłuszały słodki szmer płynącej rzeki,

I szum wiatru, co wzniosłe kołysał smereki,

Gdy opodal „Bełkotki” fala tajemnicza,

Płonęła nieustannie niby ogniem Znicza.

W tej to bezludnej puszczy, w niedostępnym lesie,

Gdzie biją słone źródła, jak podanie niesie,

Zjawił się mąż uczony, zacny, święty Iwo,

Miejsce stopą naznaczył, i wkrótce, o dziwo !

Gdzie dotąd były tylko bagna i gęstwiny,

Stanęły piękne domy śród miłej doliny,

Stąd temu patronowi, przed pół wiekiem blisko,

Oddając pod opiekę słynne zdrojowisko,

Co ulecza cierpiących taką ilość mnogą,

Wzniesiono obok źródeł kaplicę ubogą.

Przytoczona legenda zrodziła się najprawdopodobniej w pierwszej połowie wieku XIX. Wtedy to do Iwonicza przybyli Amelia i Karol Załuscy wraz ze swoimi, małymi jeszcze wówczas, dziećmi. Po utracie majątków na Litwie wyemigrowali i przez pewien czas mieszkali w nadmorskim Kłajpedzie. O „opatrznościowym zrządzeniu”, które doprowadziło ich w końcu do Iwonicza, pisze w swojej książce „Załuscy w Iwoniczu”, prof. Andrzej Kwilecki:

Opatrznościowe mogły wydawać się również klimatyczne i lecznicze właściwości nowej miejscowości. W Kłajpedzie, w wilgotnym i chłodnym klimacie nadmorskim, dzieci często chorowały. Tam urodzony Ireneusz, dotknięty w pierwszym roku życia krzywicą – wówczas nazywaną rachityzmem – wstrzymującą rozwój organizmu, bywał kąpany w wodzie nasyconej solą św. Iwona. Zdroje iwonickie, zawierające sole o podobnym działaniu, okazały się dla chłopca zbawienne i tu doszedł do pełnego zdrowia. Nadzwyczajne uzdrowienie chorego synka przekonało rodzinę Załuskich, jaki naturalny skarb znajduje się w jej rękach i dostarczyło dodatkowego impulsu do zajęcia się lecznictwem w Iwoniczu”.

Skład i właściwości iwonickich wód mineralnych, przypominające w znakomitej części cechy stosowanej w XIX-wiecznej Europie tzw. soli św. Iwona, uzdrowienie Ireneusza oraz relacje mieszkańców sprawiły, że Załuscy szybko powiązali owe fakty i połączyli je w romantyczną legendę o obecności na tych terenach świątobliwego Iwona Helory.

Również Encyklopedia Katolicka podaje, że „nazwa XIV wiecznej osady Iwonicz wiąże się z wczesnym kultem św. Iwona w Polsce”. W rzeczywistości nazwa miejscowości o ostatecznym brzmieniu „Iwonicz” zmieniała się na przestrzeni wieków kilkakrotnie. I tak funkcjonowały: Iwańcze Pole,  Iwańczpole, Iwaniec, Ywancze, Iwancze, Ywanczepole, Iwonecz oraz Iwonyec.

Podczas pracy nad swoją najnowszą książką „Śladami świętych w iwonickim kościele” ks. dr Zbigniew Głowacki dokonał ważnego spostrzeżenia. Odkrył bowiem, że ks. Jan Rąb, opisując stalle hrabiowskie w parafialnym kościele pw. Wszystkich Świętych, popełnił błąd dopatrując się po męskiej stronie postaci św. Jana Kantego. Ks. Głowacki zauważa, że rzekomy św. Jan Kanty, to w rzeczywistości św. Iwo Helory. Skąd ta pewność?

Otóż święci i święte w nastawie stalli, to patroni kolatorów świątyni, czyli rodziny Załuskich. W sumie wyliczyć można ośmiu patronów, a wśród nich: św. Amelię z Temse, św. Emmę z Gurk, św. Helenę cesarzową, bł. Izabelę królewnę, św. Karola Boromeusza, św. Michała Archanioła, św. Józefa i św. Iwona Helory. Rzeczywiście, analizując drzewo genealogiczne Załuskich odnajdziemy  Iwo Załuskiego żyjącego w latach 1840-1881, który był synem Karola i Amelii.

Odkryte fakty i dokonane spostrzeżenia pozwalają wyjaśnić zagadkę dotyczącą patrona pierwszej iwonickiej kaplicy zdrojowej. Dwa lata po urodzeniu kolejnego dziecka, Iwo Załuskiego, rodzice oddali do użytku pierwszą kaplicę zdrojową, właśnie pod wezwaniem św. Iwona Helory. Święty Iwo Helory, uwieczniony w stallach starego kościoła, miał patronować również nowej kaplicy, na budowę której gromadzono dopiero środki finansowe.

Zagadkę, dotyczącą dzieła Jana Matejki zatytułowanego „Biskup Iwo Odrowąż poświęca kamień węgielny pod budowę kościoła w Iwoniczu w 1226 roku” można łatwo wyjaśnić przyjmując, że wielki Matejko popełnił po prostu błąd. Przyjmując zamówienie, złożone przez Komitet Funduszów Budowy Kaplicy Zakładowej w Iwoniczu, Jan Matejko mógł pomylić osobę świątobliwego biskupa Mikołaja Błażejowskiego herbu Odrowąż, który w 1464 roku dokonał konsekracji pierwszej iwonickiej świątyni (i wskazanego  prawdopodobnie przez ks. Antoniego Podgórskiego i Załuskich) z krakowskim biskupem Iwo Odrowążem. Dlaczego przyjął jednak tak konkretną datę, jaką był rok 1226? Tego nie sposób wyjaśnić. Być może dlatego  obraz nie został przyjęty przez zamawiający go Komitet. Nie można również wykluczyć, że wpłacona kwota honorarium została zwrócona, a obraz ze względu na swoje niewątpliwe wartości artystyczne został zakupiony przez konesera sztuki.

Tutaj kończy się najdokładniejsza jak dotąd analiza dotycząca dzieła Matejki. Jej złożoność jest dowodem na to, że dotychczasowi autorzy jedynie pobieżnie traktowali to zagadnienie, nie zadając sobie trudu wyjaśnienia zagadki i skonstruowania historycznego ciągu przyczynowo – skutkowego. Wbrew temu, co głosi dzisiejszy świat, historia jest nauką ścisłą i choć daje możliwość do szerokich interpretacji, prawda jest tylko jedna.

(fragment książki Grzegorza Nieradki pt. „Jeden Iwonicz – cztery spojrzenia”)

Okładka książki pt. „Jeden Iwonicz – cztery spojrzenia”

Rzeczy_Ksiazka_ Jeden Iwonicz cztery spojrzenia

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź