Komentarz Tygodnia

Komentarz Tygodnia

35
0
SHARE

Prof. Zdzisław Krasnodębski o histerycznie krytycznej reakcji niemieckich mediów na wygraną prezydenturę Andrzeja Dudy powiedział: „W Niemczech przez całe lata pielęgnowano tezę, że PO to Polska, a Polska to PO”. Profesor europoseł, socjolog i wykładowca na uniwersytecie w Bremie.

W wywiadzie dla portalu wPiolityce.pl przypomniał tę właśnie tezę o utrwaleniu na gruncie niemieckim przez wąską grupę polityków wywodzących się lub sympatyzujących z partią PO. I stwierdził dalej, że niestety bardzo często ci, którzy uprawiają propagandę, to często sami padają jej ofiarą, dlatego teraz też Niemcy nie byli przygotowani na zmianę w Polsce. Profesor, który zna przecież Niemcy jak żaden polityk czy celebryta medialny, gdyż przez wiele lat wykłada na uniwersytecie w Bremie i wiele lat zamieszkiwał w Niemczech na stałe. Profesor twierdzi, że jest to poważny błąd taka nieumiejętność zaakceptowania zaistniałego stanu w polityce. Cytując za wPolityce.pl:

– Albo ostry atak, bez żadnej poważnej próby nowego ułożenia relacji. Gdybym był doradcą Angeli Merkel, to bardzo bym odradzał. Możliwe są dwie formy reakcji – albo próba ułożenia dobrych relacji z nowym prezydentem, kurtuazji, rozpoznania. Albo ostry atak, bez żadnej poważnej próby nowego ułożenia relacji. Gdybym był doradcą Angeli Merkel, to bardzo bym odradzał – stwierdził wytrawny polityk pytany przez dziennikarzy o ten stan niemieckiego szoku.

– Pierwszym sygnałem alarmowym były już dla Niemców wyniki pierwszej tury. Jeszcze do niedawna przedstawiano w Niemczech Bronisława Komorowskiego jako niezwykle popularnego „ojca narodu”, kochanego przez niemal wszystkich Polaków. Niemieckie media jak i znaczna część opinii publicznej ma tendencję do utożsamiania Polaków z wyborcami Platformy Obywatelskiej.

Prof. Zdzisław Krasnodębski potwierdził w tym wywiadzie wcześniejsze swoje wypowiedzi dla mediów, że nasi zachodni sąsiedzi mają zamknięty obieg informacyjny o Polsce”.

– No bo ile osób w Niemczech dostarcza informacje z Polski? Góra 20 osób. To zamknięte towarzystwo polsko-niemieckie, po części bardzo związane z obecnym systemem władzy. A to jest też tak, że to ograniczenie obiegu informacji i dyskusji ma wiele wspólnego z interesami państwa niemieckiego wobec Polski. Tylko że niestety bardzo często ci, którzy uprawiają propagandę, to często sami padają jej ofiarą. Teraz też Niemcy nie byli przygotowani na zmianę w Polsce.

Na pytanie wPolityce.pl czy niemieckie media nie potwierdzają, wręcz kopiują nasze media usłużne rządzącym prof. potwierdził, że właśnie można tak przyjąć.

Tak to może wyglądać. A że wielu z nich mieszka w Miasteczku Wilanów, to w swoim bezpośrednim sąsiedztwie znajdują potwierdzenie swych tez, które następnie suflują niemieckim odbiorcom. Sądzą przy tym, że znają Polskę. Nie podejmują prób zrozumienia Polski. A przecież jeśli ktoś chce poznać kraj, to musi zbadać całe spektrum społeczeństwa. (…).

– Po drugiej turze rozpoczęła się delikatna próba oswajania niemieckiej opinii publicznej z wynikami wyborów. Przed chwilą w „Deutschlandfunk” nadano komentarz, że wczorajszy wybór to był nie tyle głos za Andrzejem Dudą, ile głos przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu. Brakuje wciąż pogłębionych analiz na temat naszego kraju, wszystko jest opisywane bardzo powierzchownie.

Na sugestię dziennikarską czy może to być powrót do czasów których doświadczał Lech Kaczyńskie że strony mediów niemieckich profesor odpowiedział:

– W Niemczech wciąż wraca się do lat 2005-2007, albo strasząc powrotem tych „strasznych czasów” lub z nadzieją, że może teraz nie będzie „tak źle jak wówczas”. Ale Niemcy dziś mają dużo innych kłopotów – na przykład co zrobić z Grecją. O wiele gorsze są dziś relacje z Rosją. W latach 2005-2007 były one na etapie partnerstwa strategicznego, teraz ocena Rosji jest o wiele bardziej realistyczna. Mają też kłopot z Wielką Brytanią, która może wyjść z UE, a czemu Niemcy chcą zapobiec. Sama Angela Merkel ma problem wewnętrzny z aferą podsłuchową.

– Główny europejski partner Niemiec – Francja – jest niezadowolona z powodu swojego osłabienia politycznego i gospodarczego. Nic więc dziwnego, że Niemcy woleliby mieć spokój w Polsce, jak dotąd, kiedy zawsze mogli liczyć na polskie potakiwanie. A teraz i Polska będzie stanowiła nowe wyzwanie polityczne, z którym trzeba będzie sobie poradzić. Możliwe są dwie formy reakcji – albo próba ułożenia dobrych relacji z nowym prezydentem, kurtuazji, rozpoznania.

Dziennikarz zapytał też o opinię profesora w kwestii ocieplenia kontaktów prezydenta A. Dudy poprzez wizerunek i umiejętności żony Agaty – pierwszej damy, która jest germanistką.

– To powinno był odebrane jako pozytywny sygnał. Obecnie Niemcy mają wielki kłopot z Francją z powodu reformy szkolnej, która ogranicza nauczenie języka niemieckiego. I to pokazuje jak dla Niemców ważna jest promocja swojej kultury za granicą, znajomość ich kultury. A Andrzej Duda i jego małżonka znają dobrze Niemcy, wiem, że mają tam przyjaciół, lubią ten kraj. Małżonka przyszłego prezydenta jest córką znanego także w Niemczech poety, co już zostało zauważone. Jeśli więc będą chcieli dialogu, na pewno znajdą partnerów.

– Oni do tej pory walczyli z karykaturą PiS-u, teraz powinni odważyć się na realistyczne oceny. Problemy komunikacji z Niemcami tak naprawdę nie występują po stronie PiS, czy szerzej – obozu prawicowego. Największa blokada jest po stronie niemieckiej. Może teraz niektóre z gazet powinny pomyśleć o zmianie korespondentów. Działające w Polsce koncerny prasowe też powinny przemyśleć swoją politykę kadrową – sugeruje wnikliwy socjolog znający jednocześnie sytuację polityczną obu krajów. I dalej sugeruje i podpowiada.

– Może niemieckie instytucje i organizacje poszerzą krąg partnerów do rozmowy? Może Niemcy zastanowią się, dlaczego ich ośrodki analityczne dają tak fałszywy przekaz na temat Polski? Może wreszcie zrozumieją, że Polska to nie PO? Te wszystkie rzeczy powinni przemyśleć, jeśli zależy im na dobrych relacjach z Polską, na rzeczywistym partnerstwie, które uwzględnia także polskie interesy i polską wrażliwość – stwierdził naukowiec.

Stanisław Styczyński -/adaptacja tekstu/

Fot. Youtube.org

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź