Kraków pokazał, że można…

Kraków pokazał, że można…

0
0
SHARE

Zbigniew CichońOstatnie wydarzenia jakie miały miejsce podczas manifestacji  z okazji 11 Listopada  w Warszawie niestety nie obyły się bez  użycia przemocy i ulicznych  awantur. Policja nie zapanowała  nad sytuacją kolejny już raz. Trzeba zatem przypomnieć, że prawo do  zgromadzeń i manifestacji, a także obowiązek władz do ochrony osób manifestujących wynika z art.11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i jest ściśle powiązane z art.10 tejże Konwencji gwarantującej  prawo do  wypowiedzi, otrzymywania i przekazywania informacji. Władze  i wiele mediów zamiast  wyciągnąć  wnioski z dotychczasowych  doświadczeń prześcigają się w obciążaniu odpowiedzialnością  za to  Jarosława Kaczyńskiego i PIS.

 To jest wprost żałosne i pozbawione logiki. Przecież Jarosław Kaczyński i PIS świętowali  11 listopada w Krakowie, w tym samym czasie gdy w Warszawie  rozgrywały się skandaliczne sceny . Oskarżyciele  zdają się o tym zapominać, a gdy sobie przypomną, to tworzą teorię duchowego  ojcostwa Jarosława Kaczyńskiego i PIS wobec tych, którzy wywoływali burdy uliczne. Nawet słowa Jarosława Kaczyńskiego o Polsce, która powinna być silna i która pokaże swą siłę niektórzy potraktowali jako zachętę do przemocy. Przecież to czysty absurd i  przeinaczanie faktów.

 Zamiast takich absurdów dobrze byłoby zastanowić się nad  rzeczywistymi przyczynami kultu przemocy i chamstwa w społeczeństwie, który znalazł  ujście także w zachowaniach 11 listopada. Czy młodzi ludzie nie biorą wzoru z polityków  prezentujących często  pogardę albo szyderstwo wobec opozycji, brak szacunku dla  prawdziwych wartości, niszczenie autorytetów w tym  ostatnio  Kościoła i księży? Ci młodzi ludzie widząc butę władzy i brak perspektyw dla siebie  manifestują tak jak potrafią, wyrażając swój bunt. Robią to brzydko i w sposób  nie do zaakceptowania,  ale  przecież  to tylko to, czego ich uczą  politycy i media  tylko doprowadzone do skrajności.

 Na szczęście nie tylko taka jest młodzież w Polsce. Kraków pokazał, że można świętować inaczej i że może być spokojnie. Tłumy ludzi wiwatowały na cześć  Jarosława Kaczyńskiego, Wiktora Orbana i braci Węgrów tak licznie przybyłych, by uczcić nasze święto.

 Jarosław  Kaczyński w znakomitym przemówieniu potrafił obudzić w Polakach dumne, poczucie patriotyzmu i chęć budowania lepszej przyszłości, a Węgrzy swą obecnością zaświadczali, że można z podniesioną głową budować niezawisłość  ojczyzny w  kraju tak doświadczonym przez komunizm. Oczywiście o tym, władza i potulne im media mówią mało albo wcale.

 Zbigniew Cichoń

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź