Kraków: Szpital jak z dowcipu „przyszła baba …”

Kraków: Szpital jak z dowcipu „przyszła baba …”

59
0
SHARE

Nasza redakcja w trakcie zbierania materiałów do tego artykułu zwróciła się do rzecznika prasowego szpitala o skomentowanie sprawy, w odpowiedzi dostaliśmy wyjaśnienie. Ze względu na szacunek do zawodu lekarza, do lekarzy pracujących w tym szpitalu postanowiliśmy nie publikować danych identyfikacyjnych. Sądzimy, że problemy jak w całej służbie zdrowia wynikają w dużej mierze z niedostatków kadrowych na stanowiskach lekarzy, choć jak zapewnia Pani Rzecznik tak nie jest.

Krakowski renomowany szpital można rzec leczy pacjentów z humorem, czarnym humorem należy dodać. Pacjentka trafiła do chirurgicznej poradni przyszpitalnej z rozpoznaniem po rezonansie magnetycznym z zadawnionym, wcześniej nie wykrytym rozległym uszkodzeniem obojczyka:

– zmiany zapalne z obszarem martwicy kości, z obecnością bogato unaczynionej ziarniny, uszkodzony krążek stawowy, szpara stawu mostkowo-obojczykowego ze zwiększeniem ilości płynu stawowego (…) podejrzenie uszkodzenia krążka stawowego (…), podejrzenie obecności wolnego ciała kostnego w obrębie stawu (…), cechy obrzęku szpiku kostnego itd.

Nadszedł wyznaczony przez panią rejestratorkę długo wyczekiwany termin 13 maja br. (tak się widać złożyło, że feralny „trzynastego” był wolny). Kiedy po odstaniu w kolejce w tej samej rejestracji gdzie ją zapisano powiedziała, że jest do ortopedy zdziwiła się, że ma iść do innej rejestracji (10 metrów dalej na zewnątrz budynku) o której wcześniej nikt jej nie informował.

No i wtedy się zaczęło! Po odnalezieniu jej nazwiska w komputerze do lekarza ortopedy panie zaczęły wzruszać ramionami wymieniać między sobą uwagi: „hmm, hmm nic nie rozumiem, jest pani zapisana u nas do doktora na 8,15 ale nie ma dokumentów – chyba chodziło o skierowanie. Powstało jakieś wielkie zamieszanie i komentarze między kilkoma pracownicami rejestracji – mówi nasza rozmówczyni.

Na te uwagi pacjentka powiedziała, że rejestrowała ją pani w tej poprzedniej rejestracji i tam zostawiła skierowanie. Jedna z rejestratorek wyszła z pacjentką do pierwszej rejestracji aby wyjaśnić sprawę. Okazało się, że jest tu skierowanie i zdecydowano, że pacjentka ma zostać w tej pierwszej rejestracji, chirurgii ogólnej. Jej karta została zaniesiona do lekarza chirurga, ale kiedy tam weszła pani doktor powiedziała że jest lekarzem od brzucha a nie obojczyka. Lekarka dodała także, że pacjentka ma źle napisane skierowanie i nikt już nie wracał do faktu wyznaczonego zapisu pacjentki w tym dniu jednak do ortopedy. Pani doktor od brzucha wypisała jej na pocieszenie nowe skierowanie i zeszło się gdzieś koło południa zanim w tej drugiej rejestracji panie wyznaczyły jej kolejny termin na 23 maja.

I cóż się okazało 23 maja o wyznaczonej godzinie? Lekarz, który ją przyjął po przeczytaniu rozpoznania oznajmił, że została skierowana niewłaściwie (może dlatego, jak się zorientowała ten lekarz nie jest lekarzem z tego oddziału chirurgii, jest rezydentem i na co dzień pracuje na SOR – zastanawiała się tłumacząc sobie pacjentka?

Jednak to ten lekarz na tyle wykazał zainteresowanie i troskę lekarską po przeczytaniu badania MR, że przeprowadził pacjentkę wewnętrznym przejściem do wg niego właściwego lekarza, ale ten powiedział, że ma dużo pacjentów i rejestracja musi wyznaczyć inny dzień. Lekarz, który chciał pomóc pacjentce zdaje się zrobił więcej niż mógł – przeszedł z nią do rejestracji i oznajmił, że pacjentkę trzeba zapisać do lekarza chirurga ortopedy (tu wymienił nazwisko kierownika ortopedii), myśląc zapewne o decyzji skierowania do szpitala?

Jednak po wyjściu lekarza z rejestracji zaczęły się komentarze, że lekarz który przyprowadził pacjentkę jest …., tu wykropkujemy ze względu na szacunek dla lekarza. W ostateczności stwierdziły że nie mają terminu więc zapisały pacjentkę do innego lekarza na 29 czerwca, martwica obojczyka poczeka – (dopis. red.).

Przyznacie Państwo, Drodzy Czytelnicy że cała sprawa jest tyle zabawna co tragiczna i nic innego nie przychodzi nam na myśl jak stary dowcip o lekarzach z serii: Przychodzi baba do lekarza a lekarz… i gdyby nie chodziło o zagrożenie zdrowia można byłoby się pośmiać ale co ma zrobić pacjent? Lekarz pierwszego kontaktu nie wydaje skierowania do szpitala ale po wysłuchaniu tej historii i ocenie czasu, który może zdecydować o zdrowiu lekarka rodzinna wydała już pacjentce skierowanie do tego samego szpitala.

Po ukryciu nagłówka i nazwisk występujących w piśmie (odpowiedzi rzecznika szpilala) publikujemy je w oryginale (tu czytaj) i dziękujemy Pani Rzecznik za reakcję i odpowiedź. Doszliśmy jednak do wniosku, że nie ujawnimy szpitala bo nie chodzi o piętnowanie kogokolwiek a prawdą jest – jak czytamy w odpowiedzi p. rzecznik że „zdarzają się ludzkie błędy czy niedociągnięcia”. W tym wypadku ważna jest zapowiedź wyciągnięcia wniosków i chęć usprawnienia funkcjonowania.

Stanisław Styczyński

Dorota Ziomala

Fot. Youtube.org

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź