Kraków – Variete

Kraków – Variete

40
0
SHARE

Zapowiadany od początku roku zaraz po otwarciu Teatru Variette w Krakowie spektakl – musical „Legalna Blondynka” grany z wielkim powodzeniem od miesiąca ma już swoją siostrzaną sztukę, która  wystawiona zostanie w dniach 17 – 26 lipca. „Le Rêve” (Marzenie) to tytuł rewii stworzonej specjalnie na potrzeby krakowskiego najmłodszego Teatru Variete. Prosto z Paryża – prawdziwa rewia po raz pierwszy w Krakowie od czasu zakończenia II Wojny Światowej – poinformowano media podczas konferencji prasowej 3 lipca w siedzibie teatru przy Graegórzeckiej 71. Podczas konferencji Dyrekcja Teatru podsumowała pierwszy miesiąc jego funkcjonowania oraz wystawiania musicalu „Legalna Blondynka” i  z rozmachem zapowiedziała wrześniowe plany repertuarowe.

Druga część spotkania poświęcona była już tylko Nocnemu Variete, w którym udział wzięła część obsady Legalnej Blondynki oraz autorka i gwiazda rewii Aleksandra Fontaine.

Przypomnijmy co powiedział Janusz Józefowicz w lutym na konferencji gdy dostał do wyreżyserowania premierę dla Teatru Variete od dyrektora Janusza Szydłowskiego. Szydłowski elegancko tłumaczył:

– Byłoby błędem oraz nietaktycznym i nieeleganckim zagraniem, gdybym to ja reżyserował pierwszy spektakl – tłumaczył dobór reżysera „Legally Blonde” dyrektor pierwszego muzycznego teatru w Krakowie.

Równie elegancko i kokieteryjnie odpowiadał mu Józefowicz: „Zostałem rzucony przez Pana Dyrektora na pożarcie”, a chodziło o wyreżyserowanie musicalu „Legally Blonde”, który w maju w Variete zadebiutował na krakowskiej scenie.

– Bardzo długo rozmyślałem nad tym, kto w Polsce mógłby zrealizować ten spektakl. Miałem na decyzję 13 lat, mieszkałem w Londynie. Jedynym człowiekiem, który mógłby w Polsce to zrobić, jest Janusz Józefowicz – mówił wówczas dyrektor Teatru Variete, Janusz Szydłowski.

Wtedy też deklarował, że chciał otworzyć swój teatr czymś zupełnie w Polsce nowym – zdecydował się na „Legally Blonde” – sztukę, która w naszym kraju nie była jeszcze wystawiana.

Tym którzy dotychczas nie odwiedzili najmłodszego teatru w Krakowie przypominamy, że chodzi  o scenę Muzycznego Teatru Variete, która powstała w dawnym kinie Związkowiec niedaleko Ronda Grzegórzeckiego. Budowa trwała ponad 2 lata i pochłonęła około 30 milionów złotych. Czym zaskoczy nas teraz dyrektor Szydłowski zobaczymy już 17 lipca. Pierwsze deklaracje przy tworzeniu teatru brzmiały mniej więcej tak:

– Tworząc Teatr Variete chciałem wypełnić pewną lukę na krakowskiej scenie teatralnej. Krakowska publiczność będzie mogła oglądać w Variete głównie musicale i burleski. W dalszej perspektywie  teatru muzycznego planował wprowadzić do repertuaru nocne variete i utworzyć przy Variete studio teatralne. Mówił wówczas:

– „Na uczelni brakuje przede wszystkim zajęć z ruchu i emisji głosu. Sporo młodych ludzi będzie mogło znaleźć tutaj miejsce” – mówił Janusz Szydłowski, który jest też wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Na pomysł powołania do życia teatru muzycznego w Krakowie Szydłowski wpadł gdzieś 12 lat temu. Dochodząc do tego musiał zmierzyć się z wieloma przeciwnościami. Pomysł utworzenia takiego teatru był krytykowany głównie ze względu na kwotę, jaką miasto miało wydać na przystosowanie budynku dawnego kina Związkowiec, w którym obecnie mieści się Teatr Variete. Wskazywano też, że w Krakowie istnieją już teatry proponujące w repertuarze farsy czy komedie, czyli gatunki zbliżone do tych, które wystawiane będą w Variete. Szydłowski był jednak pewien trafności swojej decyzji i dopiął swego.

Pierwszy budżet teatru przewidywał opłacenie zespołu i wystawienie pierwszego musicalu. Wówczas na pytania o źródło przyszłych dotacji dyrektor i pomysłodawca odpowiedział wprost: żeby prosić o dotację trzeba coś zrobić. Wówczas szansy na powodzenie swojego przedsięwzięcia częściowo upatrywał w reżyserze „Legally Blonde”.

– W tym zawodzie sukces liczy się ilością wrogów. Czuję się człowiekiem sukcesu!  Żartował wówczas Józefowicz, odpowiadając na podlizywanie i komplementy dyrektora Teatru Variete.

Trzeba przyznać, że za pomysłem najbardziej przemawia dyrektorska maksyma „żeby prosić … trzeba najpierw coś zrobić” – to dziś ciągle jeszcze w Polsce rzadkość szczególnie dla ludzi instytucji będących od lat na garnuszku samorządów czyli Obywateli.

Grażyna Gregorowicz

Fot. Youtube.org

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź