O dzielnicach w Krakowie

O dzielnicach w Krakowie

14
6
SHARE

Ksawery

W Krakowie są dzielnice – może nie każdy nawet o tym wie, może ktoś pamięta jeszcze stary podział na Podgórze, Śródmieście, Krowodrzę i Nową Hutę? Obecnie jest znacznie większe rozdrobnienie naszego miasta – na 18 dzielnic, a w każdej z nich jest zwykle 21 radnych (chyba, że są mniejsze, wtedy też jest mniej radnych dzielnicowych). Na etacie jest zawsze przewodniczący rady dzielnicy, na mniejszych, ale stałych uposażeniach są członkowie zarządu. Pozostali radni mają płaconą jedynie dietę, ewentualnie dodatek za przewodniczenie komisjom oraz dietę za delegacje – bez względu za ilość – za jedną miesięcznie.

Oczywiście Gmina Miejska Kraków za funkcjonowanie rad dzielnic ponosi koszty: pokrywa rachunki za media w ich siedzibach, etaty pań inspektorek (1 etat obsługujący sekretariat), umowę cywilno-prawną z panią sprzątającą itp. Idea samych rad dzielnic jest piękna i szczytna: radni to przecież mieszkańcy danej dzielnicy, wybrani z okręgów jednomandatowych – znający sprawy i potrzeby swoich środowisk lokalnych. Jednak tylko część spraw (nie wiem nawet czy można to nazwać wycinkiem) została przekazana do kompetencji rad dzielnic, a niewielka część środków przeznaczonych na zaspokojenie potrzeb mieszkańców jest w ich dyspozycji– wszystko w zasadzie nadal jest w budżecie Rady Miasta Krakowa.

Wydaje się zabawne, żeby nie powiedzieć kuriozalne, jak niemal obok siebie są dwa place zabaw: jeden z nich jest sprawdzany przez radę dzielnicy – co miesiąc – a drugi już nie – bo ten drugi, nie wiedzieć czemu, jest kontrolowany „przez miasto”. Albo tzw. nakrapianka, czyli załatanie dziur za pomocą płynnej masy żwirowo-asfaltowopodobnej. W jednym roku ulica jest odbierana przez radnych, bo wyasygnowali oni środki z budżetu dzielnicy, a w drugim już nie – bo wykonał to miejski zarząd dróg z „bieżącego utrzymania”. To przestałoby być zabawne, gdyby za całość infrastruktury gminnej brała odpowiedzialność samodzielnie rada dzielnicy – i np. ta ulica przestałaby być co roku „nakrapiana”, tylko wykonano by porządną nawierzchnię – ale na to potrzebne są środki – i tu jest „pies pogrzebany”, bo tych środków brak, i to bardzo – stąd tylko troszkę, troszeczkę tego, co się dzieje w danej dzielnicy „idzie” przez radę…

Dokąd się to nie zmieni, dotąd działania rad dzielnic będą bardzo ograniczone („na nic nie ma pieniędzy – miasto zadłużone po uszy”), albo nadal iluzoryczne (jak choćby słynne wydawanie opinii przez radę dzielnic o projektowanych WZ-tkach) – kiedy inwestorzy (czytaj deweloperzy) się śmieją w twarz radnym dzielnicowym – wiedząc, że opinie rady dzielnicy nie są wiążące i tylko przez urzędników ponaglają: „niechże szybko ta rada wyda opinię”, obojętnie dla nich jaką – bo przy negatywnej – odbędzie się tylko „możliwe szybko” wyznaczone spotkanie, gdzie radny podtrzyma negatywne stanowisko, a wydział architektury szybciutko tę WZ-tkę wyda, a inwestor dopiero po nią się zgłosi, bo po cóż miałby przyjść na spotkanie z radnymi, jak i to nic nie zmieni? No i tak jest – chyba, że może być jeszcze gorzej: kiedy wydano komuś WZ-tkę przed laty, kiedy ich opiniowanie nie było przez rady dzielnic przewidziane – wtedy taki deweloper przystępuje do prac ziemnych, mając oczywiście wszelkie pozwolenia – a radni dowiadują się, że powstaje w dzielnicy nowa inwestycja dopiero jak zacznie się coś dziać…  Albo na przykład nagle któryś radny zauważy (bo to też się zdarza), że zostaną wycięte drzewa w danym miejscu – np. cały zagajnik – bo przy wycince drzew pod inwestycje już Urząd Miasta radę dzielnic nie zawiadamia…

Bezsilność więc ogarnia radnych na każdym kroku – bo przecież stają się z jednej strony całkowicie bezradni wobec „polityki” miasta – nie mają często nic do powiedzenia, ani nie są zawiadamiani o zmianach, np. likwiduje się przedszkole, a w jego miejsce powstają oddziały przedszkolne przy szkole – i radni dowiadują się, że pani dyrektor z przedszkola już nie przyjdzie na coroczne spotkanie dyrektorów w radzie dzielnicy, bo już nie ma przedszkola… No i tak sobie żyjemy w dzielnicach spokojnie, urzędnicy robią „co chcą”, a radny może co najwyżej zwrócić się z uprzejmą prośba np. do MPO żeby posprzątało wysypane na drogę kamienie, albo do zarządu dróg (ZIKiT) ażeby zasypało wypłukane pobocze, albo do Straży Miejskiej aby „zaczęła monitorować” (z wypowiedzi dyżurnego SM) porzucony wrak – tyle w zasadzie – tyle wypływa z obserwacji szeregowego radnego z Dzielnicy XI, przewodniczącego Komisji Edukacji.

Ksawery Sarnecki

6 KOMENTARZE

    • Szanowni Państwo. Inicjatywa na szczęście przeszła jako pwpraoka do budżetu. Nie mam wątpliwości, że będą to dobrze wydane pieniądze. Szkoda, że nigdy nie dowiemy się ktf3rzy Radni opowiedzieli się przeciwko transparentności swojej pracy w służbie dobru miasta i własnym wyborcom. Przedwyborcze obietnice stają się jedynie zwykłą paplaniną jeśli nie można sprawdzić czy oddany głos na Radnego miał dla nas sens.Brawo

  1. Aby mieszkańcy dzecinliy mogli dokonać racjonalnego wyboru należy im dostarczyć podstawowych informacji o kandydatach ( winni to zrobić osoby ubiegające się o mandat radnego ) i ich programach przyszłych działań.Oczekiwałbym rf3wnież przedstawienia przez dotychczasowych członkf3w Rady Dzielnicy Mirf3w sprawozdania w zakresie dotychczasowej działalności jak:-jakie miałem zamiary,-co zrealizowałem,-co mi się nie udało i dlaczego.jtk

Zostaw odpowiedź