O zjednoczeniu polskiej prawicy

O zjednoczeniu polskiej prawicy

3
1
SHARE

Grzegorz Nieradka

Grzegorz Nieradka (fot. Anna Loch) 

To on zjednoczył polską prawicę

Przed premierem Jarosławem Kaczyńskim stanęło nie lada zadanie. Wielka część społeczeństwa to właśnie w szefie największej partii opozycyjnej widziała tego, który dokona zjednoczenia podzielonej od lat polskiej prawicy. Słusznie zresztą, bo w Prawie i Sprawiedliwości jest miejsce zarówno dla polityków centroprawicowych jak i dla tych o poglądach silnie konserwatywnych i narodowych. Wystarczy spojrzeć na polityków tej partii zasiadających obecnie w parlamencie lub na kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego, którzy niedawno złożyli uroczyste ślubowanie i oficjalnie objęli swoje funkcje.

Błyskawiczne zjednoczenie

Jarosław Kaczyński nie zawiódł. Więcej, wprawił w osłupienie wszystkich obserwatorów życia publicznego w Polsce tym, jak szybko dokonał owego zjednoczenia. Zapowiadał co prawda, że drugiego AWS-u nie będzie i rozmowy nie będą ciągnęły się w nieskończoność. Przeciwnicy polityczni tym bardziej zaczęli zacierać ręce, utwierdzając się w przekonaniu, że z takim podejściem lidera o zjednoczeniu nie może być mowy. Humor poprawił im swoisty falstart w postaci kongresu zjednoczeniowego, na którym nie pojawili się Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin. Minęło jednak kilkanaście dni i podczas zgromadzenia obywatelskiego „Czas na zmiany” liderzy Prawa i Sprawiedliwości, Polski Razem i Solidarnej Polski podpisali daleko idące porozumienie, zgodnie z którym politycy wymienionych partii wystartują w wyborach z list Prawa i Sprawiedliwości oraz poprą wspólnego kandydata na Prezydenta RP.

Najwybitniejszy polski polityk

Jarosław Kaczyński nie raz udowodnił, że jest bardzo sprawnym politykiem. Nie bez powodu liderzy państw Europy Zachodniej nazywają go najwybitniejszym polskim politykiem ostatnich dziesięcioleci. Opinia ta dla wielu Polaków może być zaskakująca, ponieważ media w naszym kraju nigdy nie zdobyły się na opublikowanie tych wypowiedzi. O skuteczności Kaczyńskiego i jego politycznej sprawności świadczy nie tylko fakt błyskawicznego zjednoczenia prawicy, ale przede wszystkim umiejętność porozumienia. Brednie o rzekomej konfliktowości i zacietrzewieniu szefa PiS, nieustannie sączone przez największe stacje telewizyjne i radiowe, pękają niczym  bańka mydlana w obliczu tego, na co zdobył się i czego dokonał lider polskiej prawicy. A podkreślić trzeba, że projekt zjednoczenia był w równiej mierze trudny co ryzykowny. Budowa szerokiego frontu prawicowego niesie bowiem za sobą niebezpieczeństwo wewnętrznych sporów. Dojrzałość Ziobry i Gowina lub ich polityczne kalkulacje sprawiły, że Polska Razem i Solidarna Polska stanowią dziś dwa skrzydła centroprawicowego Prawa i Sprawiedliwości. Korzyści dla wszystkich ugrupowań są znaczące. Najłatwiej jest je przedstawić odwołując się do terminologii futbolowej. Gra napastnika w dwoma skrzydłowymi jest niewspółmiernie bardziej efektywna niż samodzielny atak. Dzięki zjednoczeniu wokół Prawa i Sprawiedliwości Gowin i Ziobro pozostają w politycznej grze, a Kaczyński strzela bramki.

Powody zjednoczenia

Obecność na zgromadzeniu posła Andrzeja Smirnowa pokazuje, że do niedawna w Platformie Obywatelskiej byli politycy, którzy w ostatecznym rozrachunku nie potrafili zaakceptować aferalnych rządów. Również sam Jarosław Gowin wywodzi się z tego środowiska politycznego, któremu ostatecznie powiedział „dość”. Nazwiska pozostałych polityków PO warto zapamiętać, bo wraz z PSL-em udzielili oni wotum zaufania dla rządu Tuska, kpiąc przy tym z polskiego społeczeństwa, wstrząśniętego rozmiarami patologicznych rządów ujawnionymi w nagraniach tygodnika „WPROST”.  Dziś nikt nie może mieć już wątpliwości, że dalsze rządy tego środowiska politycznego, wywodzącego się przecież z dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego, stanowią realne zagrożenie dla Państwa Polskiego. Zrozumieli to politycy czterech ważnych ugrupowań prawicowych. Prawica Rzeczypospolitej nieco wcześniej i jej lider kandydujący z list Prawa i Sprawiedliwości zasiada już w Parlamencie Europejskim. W najbliższych wyborach wspólne listy pozwolą wyłonić zwycięzców wyborów samorządowych, później prezydenckich i wreszcie parlamentarnych.

Bez względu na personalne sympatie i antypatie należy wesprzeć uczciwych polityków, ale tylko tych, którzy dają realną szansę na zwycięstwo i wyciągnięcie Polski ze społeczno-polityczno-gospodarczego kryzysu.

Grzegorz Nieradka  

1 KOMENTARZ

  1. Jarosław Kaczyński zjednoczył prawicę i ogłosił konkretny kierunek dla Polski.

    Mnożą się komentarze. Jedni chwalą inni krytykują.

    Ale jedno jest bezsporne. Co by nie mówić o Jarosławie Kaczyńskim, to od dawna na polskiej scenie politycznej nie było tak wytrwałego i odpornego na ciosy fightera walczącego o los Polski.

    Bo ileż to razy cynicy z Gazety Wyborczej bili Jarosława Kaczyńskiego niżej pasa, a sędziowie udawali, że tego nie widzą. Zaś sprzedajni fotoreporterzy zrobili mu tysiące szpetnych fotek.

    Ileż nieczystych ciosów musiał przyjąć Prezes.

    Na korpus – od brutalnie faulujących dziennikarskich hien: Olejnik, Kolendy-Zaleskiej, Lisa, Żakowskiego, Wołka, Szostkiewicza, Kuczyńskiego i nieustannie go punktujących jadowitą kpiną „satyryków” Szkła Kontaktowego.

    Ile bolesnych ciosów dostał na wątrobę – od sprzedajnych lizusów z tytułami profesora: Kuźniara, Markowskiego, Krzemińskiego, Czapińskiego, Śpiewaka, Nałęcza et consortes, którzy go przedstawiali ludziom, jako ludojada pożerającego na śniadanie niemowlęta..

    Ileż trafień na szczękę zaliczył – od politycznych rzezimieszków: Palikota, Nowaka, Sikorskiego, Grupińskiego, Olszewskiego…

    No i ta straszliwa seria brudnych ciosów, jaką dostał w splot słoneczny od tandemu do mokrej roboty Miller – Anodina.

    Bili bezlitośnie. A gdy się tylko zachwiał, z loży różowego salonu rozlegało się zdziczałe wycie: Złam mu szczenę!!! Wal go w potylicę!!! Wybij zęby!!! No bij!!! Zabij!!! Dorżnij!!! A że ludzi nietrudno podpuścić, rozpalona widownia wyła razem z nimi.

    A, gdy prezes schodził po walce do szatni, pluli na niego w przejściu obłąkany z nienawiści Niesioł i toksyczna Janka, a internetowe stado warchlaków z chlewni zakochanej w Tusku emisariuszki spod Wawelu wylewało mu na głowę hektolitry pomyj i fekaliów.

    Nazajutrz Gazeta Wyborcza wybijała tłustą czcionką nagłówki: „Już nigdy nie wróci na deski”. „Kaczyński na zawsze skończony”.

    A ten znienawidzony przez post-komunistów „kurdupel z wiecznie rozwiązaną sznurówką” odradzał się za każdym razem jak Feniks z popiołów. Odnowiony, rześki, gotowy do walki o Polskę.

    Jak to możliwe??? Głowią się ci, co go zdawało się mieli na widelcu, którzy już tyle razy witali się z gąską, a gdy na Polskę spadła tragedia smoleńska zacierali ręce, że tym razem już się nie podniesie.

    Otóż odpowiedź jest prosta.

    Choć rozumiem, że można Kaczyńskiego nie lubić, to nie sposób zaprzeczyć, że pan Prezes, przy wszystkich jego wadach, posiada ów nadprzyrodzony instynkt, który go czyni niezniszczalnym politykiem niezniszczalnym i urodzonym do roli przywódczej.

    Krzysztof Pasierbiewicz
    (bezpartyjny nauczyciel akademicki z długim stażem)

Zostaw odpowiedź