Istota współpracy sprawnego blogera z partią, której sprzyja

Istota współpracy sprawnego blogera z partią, której sprzyja

0
0
SHARE

pasierbiewiczPolityczny ruch blogerski to wciąż niedoceniana siła. Jak wykazały badania, w trakcie kampanii prezydenckiej amerykańscy blogerzy mieli bardzo istotny wpływ na wybór Baracka Obamy.

Ja osobiście sens blogowania na niwie politycznej upatruję głównie w tym, że blogerzy oraz ich komentatorzy mogą wymieniać miedzy sobą poglądy i opinie, niejako poza wpływem i kontrolą mediów. Powiem więcej, dobry bloger może być bardzo przydatny dla partii lub formacji politycznej, którą wspiera.

Bowiem bloger jest w sytuacji znacznie bardziej komfortowej niż polityk, gdyż może „głośno myśleć”. Pójdę jeszcze dalej. W przeciwieństwie do polityka, doświadczony bloger może sobie pozwolić na eksperyment pobudzania emocji komentatorów celem wysondowania rzeczywistych nastrojów i opinii elektoratu partii, z którą sympatyzuje,.

Według mnie dobry bloger to taki, który potrafi wywołać, a następnie odpowiednio ukierunkować dyskusję na tak zwany „palący” temat i w pewnym sensie „prowokować” internautów do spontanicznych wypowiedzi. Jest to szczególnie ważne, gdyż tacy emocjonalnie pobudzeni komentatorzy odkrywają swoje prawdziwe oblicze, co wcale nie musi mieć miejsca, w przypadku rutynowych sondaży przeprowadzanych przez ośrodki opinii publicznej, gdyż osoby przez nie badane bywają często wstydliwe, przekorne, a nawet złośliwie kłamliwe.

A więc doświadczony bloger to taki, który potrafi „rozgrzać do białości” nie tylko komentatorów opcji, którą zwalcza, ale także komentatorów sympatyzujących z partią którą faworyzuje. To jest właśnie ten komfort blogera, na który nie mogą sobie pozwolić politycy. Mówiąc konkretniej, w przeciwieństwie do polityka, bloger może krytykować i wytykać błędy partii, której sprzyja, oczywiście pod warunkiem, że jest to krytyka konstruktywna. Więcej, bloger sprzyjający określonej partii może skandalizować i wywoływać niepopularne tematy, których politykowi poruszać nie wolno, bądź nie wypada.

Dlatego moim zdaniem komentarze dodawane do notek takich „niepokornych” blogerów powinny być przedmiotem szczególnie wnikliwej analizy polityków, gdyż są one kopalnią przebogatej wiedzy socjologicznej na temat rzeczywistych opinii, nastrojów i sympatii elektoratu partii, którą reprezentują.

Więcej, odpowiednio przeanalizowany materiał umożliwia politykom wyższych szczebli wyciągnięcie stosownych wniosków i sporządzenie na ich podstawie instrukcji i wytycznych, które zostaną przekazane działaczom terenowym celem prowadzenia na spotkaniach z potencjalnymi wyborcami odpowiedniej edukacji w zakresie takich zagadnień jak: zrozumienie co jest dla partii dobre, a co szkodliwe, a także jakich zachowań i wypowiedzi należy unikać – mam na myśli nadmierną agresję, bezkrytyczne zaślepienie polityczne, brak tolerancji, nadmierną afektację, tendencję do konserwatywnego myślenia, opaczne rozumienie decyzji partyjnych, brak zrozumienia dla taktyczno strategicznych posunięć partii i tak dalej.

I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa.

Bloger, który tylko „kadzi”, „lukruje” i bezkrytycznie wychwala partię, z którą sympatyzuje wcale tej partii nie pomaga, gdyż mówienie do przekonanych tego, co oni chcą usłyszeć nic konstruktywnego nie wnosi do sprawy, a często usypia polityczną czujność i umiejętność racjonalnego postrzegania rzeczywistości.

Z pewnością zauważyliście Państwo, że w cyberprzestrzeni działają blogerzy, grupujący na swoich blogach komentatorów, których ja nazywam „wiecznie rozgadanym towarzystwem wzajemnego zachwytu nad samymi sobą”. Takie blogi moim zdaniem, choć bardzo popularne i lubiane są de facto kompletnie jałowe i bezpłodne, gdyż jedynym, co produkują jest bita piana bezkrytycznych pochlebstw i wzajemnego komplementowania.

Dlatego uważam, że nie wszystkie popularne blogi są dobre, a także, że dobrzy blogerzy wcale nie muszą być lubiani przez wszystkich komentatorów partii, którą popierają, gdyż każda formacja polityczna od lewa, przez środek do prawa, ma pewien margines niereformowalnych „ortodoksyjnych oszołomów”, których należy po prostu ignorować.

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź