Problemy z sondażami

Problemy z sondażami

12
0
SHARE

Osoby_Błażej Żmija_BŻTak jak wspomniałem w moim poprzednim tekście (link dostępny TUTAJ), obecny felieton chciałbym poświęcić rozważaniom o tym, czemu wyniki niektórych sondaży nie oddają rzeczywistości tak dobrze, jak teoretycznie powinny. Z powodu dużej ilości materiału postanowiłem podzielić ten tekst na dwie części. W pierwszej chciałbym się skupić na powodach tego stanu rzeczy, na które autorzy badań nie mają większego wpływu, mogą nawet nie być do końca ich świadomi i dowiedzieć się o nich dopiero po czasie.

W moim poprzednim tekście pisałem, że badania opinii publicznej prowadzone na dużej nawet grupie obywateli nie zawsze dają pewność, że ich wyniki  w stu procentach oddają rzeczywiste preferencje społeczeństwa. Może więc być tak, iż mimo, że prawdopodobieństwo tego jest małe, po prostu tak się zdarzy, że wyniki badania będą złe. Wtedy oczywiście nie ma w tym niczyjej winy. Taka sytuacja jednak praktycznie się nie zdarza.

Za inny, tym razem  bardzo realny przykład zjawiska mogącego popsuć jakość sondażu może posłużyć problem dobrania reprezentatywnej grupy osób. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to trudne: wystarczy zapytać ok. 1000 losowo wybranych osób. Już tutaj jednak pojawia się pytanie, jaką metodę pytania wybrać. Teoretycznie można otworzyć książkę telefoniczna i zadzwonić do wymaganej liczby obywateli, pytając o ich preferencje. Praktyka pokazała jednak, że grupa ludzi korzystających z telefonów stacjonarnych niestety nie może być do końca uznana za reprezentatywną (tzn. badania, w których jedynie w ten sposób zdobywano dane, były dosyć dokładne, ale jednak obarczone większymi, niż chciano błędami). Można by więc zaczepiać przypadkowych przechodniów i wręczać im ankiety do wypełnienia „na poczekaniu”. Jednak i tutaj pojawiają się kolejne problemy: w różnych częściach Polski dominują różne preferencje wyborcze. Mądre więc wydaje się w miarę równomierne wybranie pytanych osób z terenu całego kraju. Jednak wtedy trzeba byłoby jeździć po dużej liczbie miejscowości, czasem tylko po odpowiedzi jednego ankietowanego, co wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Można więc wybrać tylko parę miejscowości, w miarę równomiernie rozłożonych po Polsce i w nich przeprowadzać badania. Teraz jednak pojawia się pytanie, jak dobrać te miejscowości, aby nie zapomnieć o tym, że ludzie mieszkający na wsi głosują inaczej niż ci z miasta itp. itd.

Jak widać, problemów dotyczących wyboru badanych jest bardzo dużo. Różne firmy różnie sobie z nimi radzą. Czasem stanowi to nawet ich tajemnicę. Ten przykład pokazuje, że wybór reprezentatywnej grupy osób nie jest łatwy. A nawet jeśli się to uda, nie gwarantuje to ostatecznego sukcesu w postaci dokładnego sondażu. Jako przykład można podać badania CBOS przed wyborami parlamentarnymi w 1993r. Wtedy to ankieterzy przychodzili do konkretnych, wybranych wcześniej, osób i pytali o ich preferencje. Okazało się jednak, że nie każdego zastano w domu oraz nie wszyscy wytypowani chcieli odpowiadać na pytania. Ponadto dotyczyło to głównie mieszkańców miast. Skutkiem tego była stosunkowo duża liczba głosów mieszkańców wsi, co mogło mieć wpływ na zbyt dobre wyniki PSL w sondażu. Partia ta w ostatnich przedwyborczych badaniach dostała ok. 19,5% i zdecydowanie prowadziła, a w wyborach zajęła drugie miejsce z poparciem ok. 15,4%.

W powyższym przykładzie różnica pomiędzy wynikiem sondażowym a wyborczym PSL była jednak zbyt duża, aby można było powiedzieć, że nadreprezentacja osób ze wsi w badaniu była jedynym powodem takiego stanu rzeczy. Jest to jeszcze lepiej widoczne, jeżeli spojrzymy na wyniki SLD w tym sondażu i w wyborach: odpowiednio ok. 15,9% i 20,4%, oraz weźmiemy pod uwagę fakt, że w stosunku do wyników innych partii badanie było bardzo dokładne: różnice pomiędzy poparciami sondażowymi a wyborczymi nie różniły się w tych przypadkach o więcej niż 2 punkty procentowe. Dochodzimy w tym miejscu do kolejnego powodu braku wiarygodności sondażu, na który osoby go przeprowadzające nie mają żadnego wpływu, tzn. prawdomówność pytanych osób.

Czemu w ogóle pytani w sondażu ludzie mieliby kłamać? Przypuszczam, że są tacy, którzy zrobiliby to np. dla zabawy, jednak ciężko przypuszczać, że doprowadziłoby to do aż tak znaczących rozbieżności, jak we wspomnianym badaniu z 1993r. Prawdopodobnie dużo osób, które ostatecznie poparło SLD, powiedziało, że odda głos na PSL, gdyż niezręcznie było im sie przyznać w wywiadzie do popierania partii mocno kojarzącej się z PZPR, wybierało więc w sondażu tę wywodzącą się z „mniej komunistycznego” ZSL. Zahaczyliśmy tutaj o problem szeroko rozumianej „poprawności politycznej”, której wynikiem może być właśnie niechęć do przyznania sie do własnych poglądów. Z powodu takiej „poprawności” niektórzy nie przyznają się do tego, że nie zamierzają iść na wybory, przez co sondażowy odsetek osób deklarujących udział w wyborach jest prawie zawsze trochę wyższy niż ostateczny.

Zakłada się standardowo, że wyborcy różnych partii kłamią z jednakowym prawdopodobieństwem. A w takiej sytuacji, powołując się na matematykę, można powiedzieć, że różnice spowodowane mówieniem nieprawdy mogą powodować błędy nie większe niż jeden punkt procentowy (co nie wyklucza oczywiście, że sondaż może być zły z innych powodów).

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej rzeczy, przez którą niektórzy uważają część sondaży za niewiarygodne, nawet jeżeli są one wykonane jak najbardziej poprawnie. Chodzi o fakt, że czasem po zsumowaniu wyników osiągniętych przez poszczególne partie nie dostajemy 100%, lecz mniej. Część badanych po prostu  stwierdza, że nie wie jeszcze, na kogo będzie głosowała. Głosy te nie mogą więc być rozdzielone pomiędzy uwzględnione w sondażu ugrupowania.

W następnej części parę słów na temat innego typu błędów sondażowych, tych mianowicie, które wynikają ze strategii celowego wprowadzania w błąd opinii publicznej za pomocą badań opinii publicznej. Zastanowić się też trzeba będzie nad powodami  takich nieetycznych zachowań.

W tekście skorzystano z następujących opracowań: Antoni Sułek, O czym mówią sondaże przedwyborcze [w:] Wiedza i człowiek – dodatek humanistyczny „Wiedzy i życia” nr 10 (20)/1995 i Anna Kubiak, Ilona Przybyłowska, O trudnościach w formułowaniu sondażowych prognoz przedwyborczych [w:]  Analizy i próby technik badawczych w socjologii T. 10 [9] pod red. Zygmunta Gostkowskiego i Pawła Daniłowicza.

Błażej Żmija

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź