Przestańcie wreszcie pitolić, że młodych Polska nie obchodzi

Przestańcie wreszcie pitolić, że młodych Polska nie obchodzi

3
0
SHARE

pasierbiewiczWczoraj byłem z moją dwudziestodwuletnią jedynaczką w Filharmonii Krakowskiej, gdzie w 75. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę 17 IX 1939 odbył się zorganizowany prze lokalny IPN i Stowarzyszenie PASSIONART uroczysty koncert z prawykonaniem ORATORIUM KUCZCI ORLĄT GRODZIEŃSKICH I WSZYSTKICH OFIAR SOWIECKIEJ OKUPACJI.


Orkiestrą PASSIONART i chórem GÓRECKI CHAMBER CHOIR dyrygował pan Krzesimir Dębski.

Nie będę opisywał części oficjalnej i muzycznej koncertu, gdyż wierzę, że nie zapomną tego zrobić papierowe i elektroniczne „media prawicowe”.  

Skoncentruję się natomiast na tym, kto był, a kogo nie było.

Jak zwykle nie zawiedli ostatni z jeszcze żyjących Sybiraków, którzy wtedy, gdy nas napadli Sowieci bili się za Ojczyznę narażając życie. Niestety, muszę ze wstydem przypomnieć, że ci Bohaterowie Narodowi klepią dziś upokarzającą biedę na głodowych rentach, a jedynym publicznym miejscem, gdzie ich można na co dzień spotkać są sklepy „Biedronki”. Natomiast, jak zaznaczył obecny na koncercie jeden z ostatnich żyjących obrońców Grodna kpt. Jerzy Krusenstern, cytuję z pamięci: „oprawcy, którzy walczących o wolną Polskę skazywali na wywózkę i wyroki śmierci nie muszą się o nic martwić żyjąc dostatnio z lukratywnych emerytur wielokrotnie wyższych od średniej krajowej”.  

Nie doczekali się godnego życia, gdyż honor im nie pozwolił się zbratać z czerwonymi, a po upadku komuny, jak od zarazy stronili od zawłaszczających Polskę różowych siewców nowego porządku. Zaś jedynym, co mają za to bohaterstwo to spokojny sen i świadomość, że każdego ranka przy goleniu mogą z czystym sumieniem przeglądnąć się w lustrze.  

Ci wspaniali ludzie o pięknych umysłach, z biało czerwoną, akowską opaską na rękawach marynarek nie od Bossa bynajmniej, nadłamani, poplątani, w siebie wpełznięci, odrzuceni, przygnębieni, przygarbieni, do ściany przyciśnięci… To wyrzut sumienia naszego nie do końca, jak widać demokratycznego Państwa.

Jerozolimo Kresów! Módl się za nami!” – pobrzmiewała koncertowa Ewangelia. 

Na wypełnionym po brzegi audytorium zabrakło mi jednak Prezydenta Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa pana prof. Jacka Majchrowskiego oraz Wojewody Małopolskiego pana Jerzego Millera. O reprezentantach koalicji rządzącej nawet nie wspominam. Lecz to mnie zbytnio nie zdziwiło.  

Ale nie byłbym sobą gdybym nie napisał, iż zdumiała mnie nieobecność na tym galowym koncercie prominentnych postaci krakowskiej opozycji prawicowej. Powtarzam „prominentnych”, bo ci z niższych szczebli, którzy pomagali przy koncercie oczywiście przyszli. A przecież naród niepamiętający o swojej historii wcześniej, czy później…, aż się boję kończyć.  

Ale, nie o piastujących swoje stanowiska na zasadzie zasiedzenia, piszących na komputerze jednym palcem, skostniałych mentalnie, jajogłowych, nieczujących bluesa hamulcowych chcę dziś pisać, lecz o czymś, co mnie zbudowało.

Bowiem chyba nigdy dotąd nie widziałem w krakowskiej Filharmonii tylu młodych ludzi, co wczoraj. Jak się okazało, dwie z grających w orkiestrze skrzypaczek to koleżanki mojej córki, a uświetniająca koncert orkiestra to prawie w całości pokolenie 20 Plus. Tak, tak! Nie pomyliłem się. Gros członków tego znakomitego zespołu muzyków i chórzystów filharmonicznych to współcześni „piękni dwudziestoletni”, „okularnicy” i „prześliczne wiolonczelistki”.  

Powiem więcej, w przerwie koncertu w filharmonicznym foyer córka spotkała kolegów licealnych z krakowskiego „Nowodworka”, którzy mi z dumą obwieścili, że narrator koncertu to też ich szkolny kumpel.

Niewtajemniczonym wyjaśniam, że mowa o Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie, które przed wiekami było pierwszą świecką szkołą średnią przy Uniwersytecie Jagiellońskim, a herbem tego Ogólniaka jest wskazujący jej absolwentom drogę Krzyż Maltański. Nota bene córka do dziś nosi licealny t-shirt z nadrukiem szkolnego logo choć po stu praniach strasznie się już powyciągał.  

A wszystko dzięki temu, że to kultowe krakowskie liceum hołdujące wielowiekowej tradycji narodowego dziedzictwa, właśnie w krakowskiej Filharmonii Krakowskiej wydaje corocznie „Nowodworskie Gale”, na których wyróżnia wybijających się uczniów.  

Aż mi serce rosło, jak patrzyłem na tę narodową awangardę starannie oddestylowaną z szumowin post-komuszej subkultury disco polo. Eleganccy, szarmanccy, stosownie ubrani, lecz jednocześnie spontanicznie radośni, autentyczni, bez zadęcia.

Co to znaczy dobra szkoła z tradycjami!  

Pod koniec koncertu spostrzegłem, że muzycy zerkają ukradkiem w stronę balkonu filharmonijnej jaskółki, gdzie zebrała się liczna grupa młodych ludzi, którzy, jak już umilkły finałowe brawa na całe gardło zakrzyknęli chórem aż się ściany zatrzęsły:  

BOHATEROM! CZEŚĆ I CHWAŁA! — „BOHATEROM! CZEŚĆ I CHWAŁA! — „BOHATEROM! CZEŚĆ I CHWAŁA!…

I właśnie tego kierunku należy się trzymać!

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

(Przedruk w całości za zgodą autora z blogu Salon24)

 

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź