Radosław Łosiewicz – I Zeszyt Poetycki Rok 2013

Radosław Łosiewicz – I Zeszyt Poetycki Rok 2013

707
0
SHARE

Od Redakcji

Autor ukończył Akademię Wychowania Fizycznego,
jest czynnym pedagogiem w swoim zawodzie, ma stały
i dobry kontakt z młodymi ludźmi i to oni najczęściej
są odbiorcami jego poetyckich strof.

 

Flaga

Flaga łka żalem w powolnym marszu,
cięta kreską czarną, do pół masztu…
Za nią lać łzy zaczyna, zranione
ponownie, serce biało-czerwone..

Na kłótni, walki i sporów zgliszczach,
zawisa z nadzieją nagła cisza,
która znów brzmi rytmem pojednania,
wbrew podziałowi, co cel zasłaniał.
Mówiąca jednym głosem współczucia,
chcącego mieszkać w tak wielu ludziach.

I prosi, jak wiele razy robiła:
Bądźcie pięknie razem przy mogiłach,
ale jeszcze dzielniej się starajcie,
być sobie we wspólnym życiu wsparciem.

Niech małostkowość, zdrada i prywata
nie będą znowu, w następnych latach,
waszym zajęciem chętnie wybranym,
żeby ten kraj, historią sterany,
wreszcie rozkwitał.. a Bóg, choć smagał,
tchnie pokój, z którym powieje flaga.

 

1
Fot. Joanna Wojtkowska

Prezydent

Jestem przy Tobie, mój Panie Prezydencie !
Czasami milczę, czasem mówię z przejęciem,
że kocham, co reprezentowałeś sobą,
gdy tylu innych wściekle bruka celowo,
nie mając przy tym ani krztyny honoru.

Czasem wołam „dość” i porzucam grę pozorów,
bo nie chcę tłumić już swego oburzenia,
a poprawny pokój świadomie zamieniam
na krzyk protestu, więcej, niezgody wielkiej,
słysząc obelgi ogrom i kłamstwo miękkie,
płynące znów ustami niszczących Ciebie.
Nie mogąc dłużej ścierpieć, że jest pod niebem
tak wiele miejsca na różną podłość, którą|
kreatura straszna wylewa ponuro
na godność Twoją, ciągle plując zaciekle.

I wtedy także myślę, jakim to piekłem
musiało być dla Ciebie, osoby prawej,
słyszeć i czytać, widzieć i czuć, szmatławe
postępowanie stałe wrednego chamstwa,
które nie zniosło nigdy, żeś Ty wyrastał
nad nie wiedzą, mądrością, kulturą, wiarą,
odwagą prostą, której mu brakowało
i wciąż brakuje, ażeby żyć uczciwie.

Lecz… przecież wiem to, że może nierychliwe,
jednak się przybliża zadośćuczynienie
tutaj na dole, jak mym wierzeniem,
przyjęło zaraz Ciebie, gdzie jesteś teraz.
Wszak dzieła Twojego pamięć nie umiera,
a rośnie w siłę pośród prawdą żyjących.
Ty patrzysz z góry i chociaż ciut milczący,
tulisz z uśmiechem żonę mądrą, kochaną,
bo biorąc ziemię, życia Wam nie zabrano.

Fot. PAP
Fot. PAP

Rodzinom smoleńskim

Pokój Wam, którzy jesteście razem,
zbierając się w obliczu wydarzeń,
będących dla Was niezrozumiałym
zrządzeniem losu, które świat cały
obraca chwilą w wolę milczenia.|

Czuwajcie wspólnie w wielu znaczeniach,
jakich codzienność nowych nabywa.
W rozpaczy, zdającej się rozrywać,
nie ustawajcie w wierności temu,
w co wierząc, przeszli wiele problemów
Ci, za którymi dzisiaj płaczecie.

Przeżywajcie do kości, z przejęciem,
stratę, wagę i ból opuszczenia.
Lecz nie pozwólcie przez to się zmieniać
na gorsze temu, czego bronili!
Pokażcie mocno, że się pomylił,
kto knuł zdradziecko, że gdy Ich braknie,
nic nie powstrzyma już przed upadkiem
wartości, dziedzictwem Ich będących.

Odnajdziecie śmierci sens kojący,
pamięć o Nich zachowując trwale
w tym, co wspólnym było Wam udziałem.

Fot. M. Zieliński /Agencja SE/East News
Fot. M. Zieliński /Agencja SE/East News

10.04.10

Z dziesiątym kwietnia się przebudziłem.
Poczułem, że to, co przecież „byłe”,
pozostało! Jakby sen potworny,
jest ciągle – nowych wrażeń głodnym –
dniem dzisiejszym, który trzeba zmienić.

Nie będziemy usprawiedliwieni,
jeśli nie zaczniemy robić czegoś!
Niewielkiego, choćby najmniejszego,
żeby znowu móc oddychać wolno
i kształtować swoją myśl swobodną.

Wtedy zacząłem szukać po prostu
ścieżki prawdy, pośród kłamstwa gąszczu.
Z czasem, kiedy już okrzepłem trochę,
pomyślałem zająć się nawrotem
ludzi, jak ja zwykłych, obok siebie.
Nie, by ich zniewalać i truć gniewem,
ale budzić, by myśleć zechcieli,
nie biorąc PAPki, co ktoś im przydzielił,
za pokarm godny myśli człowieka
wolnego, który nie chce zaniechać
możliwości wyboru rozumem.
W każdej dziedzinie mając argument
przemyślany i godny uwagi,
żeby nie dać się w pole sprowadzić.

Od tego czasu rozmowy wszczynam
z każdym, który grzbiet chętnie ugina,
głosząc slogany wręcz niepojęte.
Ale i z takim, który najchętniej
nie chciałby słyszeć, mieć święty spokój.
No i z młodymi, którzy są wokół,
a nic nie wiedzą, nie nauczeni,
że trzeba wiedzieć, aby coś zmienić.
Często też szepczę : Boże, błogosław,
moją Ojczyznę, pracą u podstaw.

Fot. Dorota Solarz
Fot. Dorota Solarz

Po latach, za Janem Kasprowiczem

I dzisiaj widzę rzesze
z łatwo sprzedajną duszą,
jak głosząc hasła wspólnoty,
Jej suwerenność głuszą.

Choć do senatu i sejmu
prą ich długie procesyje,
wielkość Jej, w niewielu już
sercach, naprawdę żyje

Także pokolenie młode,
gotowe oddać się w pęta,
goniąc za dóbr różnych złudą,
prawie o Niej nie pamięta.

Więc was nie zdziwię, że teraz,
po latach tylu znów wyznam,
z ogromnym bólem i troską
mówię ten wyraz: Ojczyzna.

Fot. Michał Majewski/Grafika patriotyczna
Fot. Michał Majewski/Grafika patriotyczna

Polakom

Bądźmy wciąż dumnymi Polakami,
by ten naród, więcej się nie splamił
chęcią utraty suwerenności,
a w jego umysłach, nie zagościł
duch swobodnego wiernopoddaństwa.

Niech nie zginie fantazja ułańska,
z którą przez wieki, umiała wiara
o niepodległość dzielnie się starać.

Wciąż pamiętajmy Bogarodzicę,
która brzmiała, gdy dziadów przyłbice
przeszły grunwaldzkie pole zwycięsko.
Przy Niej mieliśmy wiktorię moskiewską,
po której Iwan musiał hołd złożyć.
Z Nią Jan Kazimierz Szwedów ukorzył,
potem Sobieski Turka pod Wiedniem.
Do Niej modlitwę słały poprzednie
szeregi żołnierzy, jak za Polskę,
walczących wraz z obcym wojskiem.

Tak umierał pod Savannah Pułaski,
i powstańcy w Alamo teksaskim.
Ułani polscy spod Somosierry
i tylu innych, Ojczyźnie wiernych,
od Dunkierki po Monte Cassino,
sprawiało zawsze, że kraj nasz słynął
ludźmi wolności, co mimo licznych
zdarzeń mających finał tragiczny,
głowy trzymali zwyczajnie prosto

Tyle głów mądrych tutaj wyrosło,
w czasach pokoju, przed Kopernikiem
i po Skłodowskiej, dając niezbite
przykłady myśli, choćby technicznej.
Będąc w dzisiejszej dobie, praktycznie
umiejącymi myśleć i tworzyć.
Niechże się teraz nikt z nas nie trwoży
mówić donośnie: godni jesteśmy,
przez wzgląd na trudy, jakie ponieśli
nasi przodkowie, my ponosimy,
by stanąć razem z tymi wszystkimi,
którzy decydują, w jednym rzędzie!
Zawsze naszym życiowym orędziem
zostanie honor z wiarą swobodną,
co niech w Ojczyźnie, będzie nam… wolno!

Fot. Grafika Patriotyczna
Fot. Grafika Patriotyczna

11.11.11

Byłem w Warszawie, pomiędzy swymi.
Tam, gdzie nikt nie chciał robić zadymy,
a atmosfera była jak kiedyś,
gdy lud powstawał, co dość miał biedy.
Poczułem ducha, tego sprzed laty,
który z nas czynił wolnych, skrzydlatych,
dziećmi radosnej solidarności.

Mimo, że mediów głos wciąż się złościł,
kłamiąc najwredniej, jak umiał tylko,
zadość nie stało się tym wysiłkom
i jednak musiał niechętnie przyznać,
że wołając : Bóg, Honor, Ojczyzna,
jesteśmy jemu największym wrogiem.

Bo on wyznawcą jest kolorowej
teorii jakiejś, z rozsądkiem sprzecznej,
której przeszkodą ojców, waleczne,
naszych są dzieje, tak dla nas święte.

Myśmy nie dali objąć zamętem
swego wartości prostych wyznania,
mówiąc : nie chcemy, by rząd się kłaniał
cudzym ideom w imieniu naszym,
żeby nam obcy dmuchał do kaszy.

Tam się spotkałem ze swoją myślą,
w głosach tysięcy wspólnie rozbłysłą.
I z duchem, który jeszcze nie skonał,
gdyż jest jak Polska biało-czerwona:
choć zda się, zgon go cisnął na ziemię,
raz po raz wstaje, bo tylko dżemie.

Fot. Jakub Czermiński
Fot. Jakub Czermiński


Budapeszt

Flaga czerwono-biało-zielona !
Trójka kolorów, tak zespolona,
współgrała świetnie z biało-czerwoną
przed Parlamentem, gdy mocne grono
wielu tysięcy wyznało światu,
że wśród wolnych Węgrów i Polaków
jest duch pięknego porozumienia,
zrodzony w tylu wspólnych przestrzeniach.

Kolejny raz stanęli przy sobie,
czując wolności wiosenny powiew.
Wspierali siebie wzajemnie wiarą,
że chociaż będzie jeszcze bolało,
to nie chcą poddać się zniewoleniu.
Nie będą klękać wobec problemów,
jakie mnożą im ludzie niechętni,
działając w sposób bardzo pokrętny.

Patrzyli braciom z radością w oczy
i widać było, że cel ich zjednoczył
tak, że nie jedne łzy poleciały,
których nie kryli w stopniu choć małym.
Bo nie słabości były wyrazem,
ale świadectwem spełnienia marzeń
o braterstwie i wspólnocie ludzi.
Godzinami nikt z nich się nie nudził,
gdy dziękowali drugim na przemian.

A zachowają w swoich wspomnieniach
chwile te wielkie na dni najcięższe,
kiedy zwalczając moce złowieszcze,
aż do zwątpienia będzie niedobrze.
Wtedy z pamięci znów do nich dotrze,
siła płynąca z tych dni marcowych
i będą w górze trzymali głowy !

Fot. Grafika Patriotyczna
Fot. Grafika Patriotyczna

Madziarom
Nie w mojej mocy powstrzymać wrogów,
którzy Wam bronią zaufać Bogu,
więc bezpieczeństwa przywieźć nie mogłem.

Wszak, mam nadzieję, było wymowne,
to moje stanie z Wami na placu
wtedy, gdy banda głośnych pajaców
rzucała przeciw różne kalumnie.

Chciałem Madziarów wspólnocie dumnej
wyrazić podziw i dać otuchy,
że są wśród tylu ślepych i głuchych
ludzie, co jadą z kraju nad Wisłą,
kiedy znów wsparcie okazać przyszło.

Coś przepięknego dostałem od Was,
wziąłem ze sobą niestarty obraz
tych, którzy walczą o dom swój dzielnie
i są wdzięczności pełni niezmiernej
solidarności objawom wszelkim.

Jeśli zaś udział miałem niewielki
w radości Waszej, widzianej wtedy,w części spłaciłem mej Polski kredyt,
z Węgier pobrany w dwudziestym roku.

Wierzę, że z woli Boskich wyroków
umieć będziemy dalej się wspierać.
Niech obudzona więź nie umiera,
a w tych wciąż kwitnie, którym coś znaczą
słowa: za wolność Waszą i naszą !

Fot. Grafika Patriotyczna
Fot. Grafika Patriotyczna

Wiesz…

Wiesz, tyle światów jest na tym świecie,
że żadna ścieżka prosto nie wiedzie.
Czujnym być trzeba, by się nie zgubić.
A ile taki człowiek się trudzi,
chcący być wiernym Bogu i sobie,
żeby nie zdmuchnął go byle powiew
zachowań dziwnych, strasznych zwyczajów,
które wędrują z kraju do kraju.

Wychodzi z domu, skąd podstawy ma,
spotyka blichtru kolorowy miał,
będący ledwie namiastką życia,
pełen obietnic, co bez pokrycia,
wołają : lekko, łatwo, przyjemnie!

Formują istoty, jak bezforemne
naczynia puste, bez przeznaczenia,
będące w stanie tylko doceniać,
wartość tego, co można posiadać.
Im nieważna ich bytu zagłada,
bo one żyją, by konsumować.
I dla nich nie ma świętości słowa,
życia z honorem, w prawdzie i cnocie,
praworządności, z sumieniem w zgodzie.

Ważne jest chcieć więcej i się bawić.
Nie myślą, że samo „mieć” zadławi
każdego, kto nie zadba o ducha.
Będzie on w końcu musiał się słuchać
poleceń obcych lub swoich guru,
poprzez medialne, pełne szczegółów,
przepisy na to, jak żyć szczęśliwie.

Trzeba utrzymać to, co prawdziwe,
w sobie i głęboko je osadzić.
Bo, tylko to cię nie zdradzi,
które sprawdzone mądrością wieków,
trwa naturalnie w pełnym człowieku,
stworzonym z ciała, w ducha potędze.

Więc się nie poddaj, nie żyj naprędce.
Miej ideały, czyste marzenia,
nie chciej ich nigdy na drobne zmieniać.
Wytrzymaj w wierze, miłości wiernej,
z honorem w sercu, polskiej, niezmiennie.

Fot. Krzysztof Pacuła
Fot. Krzysztof Pacuła

Czarny dzień

I przyszedł znowu na mnie czarny dzień…
I gdybym miał tak, Panie, wiary cień,
żeby się oblać potem skrwawionym,
byłbym aż „do końca” rozmodlony…
I wtedy padłbym z sercem pękniętym
albo wstał z kolan, z czystym, nietknięty…

Bo ile szczęścia dzielimy z Tobą?
Chwilę, bo szkoda, bo mija obok…
Za to… tych czarnych, długich dni żalu,
zawsze mamy więcej do podziału…
I łatwiej jest klęknąć, żeby krzyknąć:
Panie, ratuj, przyjdź ! Bądź przy mnie blisko…
Bo samotność ściska serce moje..
…A Ty stoisz i wyciągasz dłonie…

I wierzę w Twoje rany znów głośno !
Dlatego, że chce tego samotność…
I idę z Tobą na górę zatem,
Krzyż dźwigać, znam ból ze strachem.

Ale wiem, że to oszustwo wielkie,
bo w szczęściu w stronę Tomasza zerknę…
…Bo, gdy szczęście zawita swobodne,
o krzyżu, ciężarze jego, zapomnę.
I będę pluł Ci w twarz i na głowę
Twą koronę cierniową założę…
Z beztroską, aż do następnego dnia,
czarnego, kiedy powiem słowa dwa:
„Panie, ratuj ! „, myśląc, że to koniec…

A Ty będziesz stał, wyciągał dłonie…

11

Pójdę

Nastanie czas, że pójdę do Ciebie
po ziemi Twojej, pod Twoim niebem,
jak idę każdego dnia, choć często
zapominam, kto trzyma mnie ręką
dobrą, szczodrą i wielce pomocną.

A ja do Ciebie tak, jak przez okno,
wyglądam tylko i wyjść się boję,
zasłaniam życia ciężkiego znojem,
nie chcąc zrozumieć, że iść pomożesz,
gdy tylko swoją w rękę Twą włożę.

Powiedziesz mnie wtedy tak łagodnie,
że moje, dotąd, życie wygodne
zdawać się będzie cierniem usłanym.
Tak robisz przecież, kiedy wybrany
chce odpowiedzieć na Twe wezwanie,
choćby najmniejszym jakimś staraniem.

I mimo, że być gorzej się zdaje,
radości jednak czuć nie przestaję
z tego, że chociaż świat mnie wyśmiewa,
ja się nie mogę na niego gniewać…
…bo to on błądzi i gubi drogę
i sam wciąż sobie chce zostać bogiem.

Zaś moje „ co dzień”, w największych plagach,
gdy je spotyka niemoc i zdrada,
będzie radosne wewnętrzną siłą.
A… choć tak długo we mnie nie było
woli, by drzwi przed Tobą otworzyć,
nadzieję mam, że nim sen mnie zmorzy,
na ziemi Twojej, pod Twoim niebem,
nastanie czas, że pójdę do Ciebie.

Fot. giumaiolini/flickr.com
Fot. giumaiolini/flickr.com

Wsparcie

Bo bardzo ważne jest wsparcie!
Gdy ktoś umie być oparciem,
kiedy klęska patrzy w oczy
i niemocą chce zaskoczyć.

Kiedy duch, już nadwątlony,
tli ognikiem przygaszonym,
ręce nie chcą wierzyć głowie,
a ty wtedy słowo powiesz,
co rozdmucha ogień żarem
i da siły, wesprze wiarę,
która może podnieść z kolan,
dodać mocy, co pokonać
daje radę słabość wszelką.

Rozpostarte skrzydła lekko
niosą znowu do wolności.
Zaś ten smutek, jaki gościł,
ktoś przekuwa, dzięki tobie,
w inne całkiem drżenie powiek,
które niech mu w duszy przetrwa,
by pamiętał łzy zwycięstwa.

I gdy jeszcze wesprzesz czynem,
nie na chwilę, czy godzinę,
to się dzieło może mnożyć
i nie jedno dobro stworzy.

Ciesz się wsparciem, które dajesz,
bo je dając też wygrałeś.
Jest jak ziarno : w ziemię wrzucisz,
to do ciebie chlebem wróci.

13
Fot. Poivre/deviantart.com

Stajesz (głodującym o historię w Krakowie)

Wulkan energii, po prostu młody,
szukasz spełnienia snów kolorowych
i idziesz walczyć, pełen zapału
wiesz, że nie oddasz swych ideałów.

Potrwało trochę, ale po latach,
gdy już za tobą nie jedna strata,
możesz zakończyć tą swoją wojnę,
zaczynasz wreszcie życie spokojne.

Mija czas jakiś i znów się budzisz,
jesteś ponownie, wśród wielu ludzi,
w bezczelny sposób wręcz oszukanych.
Trzeba się stawić, bić w tarabany,
oddać swe siły ciut nadwątlone,
idei żywej wiecznie, szalonej.

Bo kto chce bytu godnych wartości,
musi być czujny, by nie zagościł
u niego pomysł, że się spełniło.

Winien pamiętać tę rzecz niemiłą,
iż ciągle nie brak chciwych i zdrajców,
chętnie widzących innych w kagańcu.

Masz pamięć dobrą, więc wiernie stajesz,
a twojej woli siły dodaje
to, że przy tobie stają znów młodzi,
którzy się dziwnie nie chcą pogodzić
z draństwem pragnącym zawładnąć światem.

Wasze działanie wspólne, bogate
młodości wiarą, twym doświadczeniem,
budzi uśpionych, daje nadzieję.

Czyż

Czyż nie jest świątynią?

To łuki Jej ramion zamykały się nad tobą,
niby sklepienia murów,
gdy składałeś głowę na Jej sercu, niczym na ołtarzu.
Czy nie w Niej była cisza i ukojenie?
To w zakamarkach fałd Jej spódnicy
zostawiałeś łzy krzywdy i smutku;
uśmiechy radości i sukcesu ofiarowywałeś prezbiterium Jej twarzy.
Ile twoich spowiedzi odprawiło się w konfesjonale Jej uszu;
ile pokuty zadały kratki Jej ust.
Nie jeden raz odchodziłeś
i sprawiałeś, że drżała w posadach;
zagłuszałeś w sobie dźwięk dzwonów,
którym były Jej słowa prawdy.
Udawałeś, że nie dla ciebie
pali się wieczna lampka przy tabernakulum Jej miłości.
Jednak bramy Jej, wciąż otwarte, czekają na twój powrót,
gdyż została wzniesiona byś miał dom.
Nie musisz zanosić hymnów pochwalnych Budowniczemu.
Stań w blasku świec Jej oczu
i wrzuć do skarbony pamięci, najcenniejszy grosz: dziękuję.
Wystarczy.

Fot. Radosław Drożdżewski
Fot. Radosław Drożdżewski

Jest

Jest jak drzewo.
Korzenie Jego są twoimi – z nich wyrastasz.
Pień Jego ciała osłaniał cię i wspierał.
Uczył, jak twardo stać przeciw wichrom
i dawać poczucie bezpieczeństwa.
Konary Jego rąk, rozpostarte, dawały schronienie.
Po nich odbywałeś swoje pierwsze wspinaczki,
wznosiły cię w stronę nieba.
Chwilowa szorstkość kory Jego oblicza,
nie broniła ci dostępu do słojów pokładów miłości i mądrości.
Liśćmi swoich słów dawał cień
przed palącymi promieniami różnych, dziwnych idei,
a rosnący i gasnący szum ich prawdy,
próbował wprowadzić ład w twoje życie.
Tyle twoich postępków było, jak gwóźdź,
wbijanych w Niego, jak w drzewo krzyża.
Miałeś swój udział w tym, że pochylił się w czasie.
Czy chcesz czy nie, jesteś Jego owocem.
Tak zostaliście stworzeni,
na chwałę Tego, co las uczynił i go dogląda
Jedno, co powinieneś zrobić,
to być, jak drzewo.

Fot. Umes/deviantart.com
Fot. Umes/deviantart.com

Najprostsze

Rzeczy najprostsze są niemożliwe…
Dla swej niemocy byłbym w podziwie,
gdyby nie to, że niszczy mą wolę,
kiedy wyrabiam, z wielkim mozołem,
efekty marne i skutki mierne.
Chce zostać przy mnie, trzymać się wiernie,
aż jak przyjaciel do snu ułoży
i zrobi wszystko, żebym pomnożył
swoje zwątpienie, niechęć działania.
Wtedy wykrzyczeć : nie chcę ! zabraniam !
muszę.. i choćbym duchem upadał,
zrobię, choć wola miałaby zawał.
Nie dam się, chociaż słowa z ust moich,
wstrętne zwątpienie nieraz wyzwoli,
których powiedzieć nie chciałbym nigdy…
Wygram ! A z czasem… zanikną blizny.

Fot. `werol/deviantart.com
Fot. `werol/deviantart.com

Człowiek

Gdy przyjdzie życia twego zmierzch,
złożysz swą ostatnią spowiedź
i każdy ci policzą grzech,
spytają : czyś żył jak człowiek ?
Bywa, że w ulicy szumie
taka myśl zaświta w głowie :
jak bardzo, w tym całym tłumie,
ucieszy widziany człowiek…
Nieraz żyć ci się już nie chce,
ale w łeb nie strzelisz sobie,
bo zdziwiło cię coś wielce –
na twej drodze stanął człowiek.
Pośród wszystkich sporów, waśni,
wiarę w człeka złożysz w grobie.
Nagle, pamięć błysk rozjaśni :
Zaraz, chwilę – był gdzieś człowiek…
Ktoś się trudzi, żeby brudzić
krzywdą innych swoje dłonie
Także jego może zbudzić,
raz spotkany kiedyś człowiek.
Czy ten temat ruszać warto ?
Tak i łatwo tego dowieść !
Czym by świat był, jeśli rzadko
choć nie przemknął przezeń człowiek ?
Stąd to wiem, gdyż kiedyś, gdy mi
cały świat stanął na głowie,
mym udziałem – fart jak nigdy –
był pomocny wtedy człowiek.
Życzę tobie, byś pamiętał
tę króciutką mą opowieść,
by, gdy umrzesz, gawiedź smętna
powiedziała : To był Człowiek !

Fot. LonelyPierot/deviantart.com
Fot. LonelyPierot/deviantart.com

Obudź się !
Śpij dobrze, wstawać nie trzeba…
Lepiej byś spał, w historii nie grzebał.
Nie wolno ci polityki ruszać,
bo to innych do kłamstwa zmusza,
zakłócając sen leminga zdrowy.
Nie szczuj, biednych, duchem narodowym
i grobami nie graj, sobie bliskich,
gdyż znów wzbudzasz język nienawiści
tych spokojnych, ciebie kochających.
Schowaj wiary w Boga głos trujący,
ciszy śnij sny swoje o honorze,
nie budź śpiących, bo będzie im gorzej…
Tak mnie proszą mądre stacje wszystkie,
a ja wstaję z dzikim oka błyskiem
i „w realu” dążę zaznać trochę,
że mi wolno, chociaż jestem moher,
mówić, słuchać, robić czego pragnę.
Nie chcę, by mnie różne buźki ładne
przekonywały, że pachnie wciąż złem,
kiedy chodzę i wołam : Obudź się !

Fot. P. Bławicki /Agencja SE/East News
Fot. P. Bławicki /Agencja SE/East News

Autor: Radosław Łosiewicz
Opracowanie graficzne i dobór zdjęć
Ewelina Kańska

 

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź